Translate

czwartek, 31 października 2013

Gdy dzieci chore to w domu meksyk :)

Powinnam szyć, ale nic nie robię, bo przecież nie muszę szyć tylko chcę, a nie chce mi się, więc nic nie szyję, choć powinnam...znacie to? Bo ja aż za dobrze. Nienawidzę tych dni , kiedy się tak miotam, są takie zmarnowane dla mnie, pod koniec takiego dnia nie umiem się cieszyć, bo przeważnie nie mam koncie żadnego spektakularnego sukcesu, uszytego czegoś, efektu wizualnego porządku, zero satysfakcji tylko myśl przed zaśnięciem o tym, co to ja jutro muszę koniecznie zrobić. Jest dopiero po 14 więc mam jeszcze szansę na zmianę scenariusza, ale to chyba zależy od tego, czy Mi pójdzie spać na drzemkę. Jeśli nie pójdzie, jestem wykonawczo udoopiona. Po prostu nie umiem się skoncentrować na czymkolwiek, kiedy co chwilkę muszę biegać i rozdzielać moje dzieci, masować guzy, ocierać łzy, wycierać nosy, dawać picie... Moje dzieci są jak magnesy, przyciągają się nawzajem, choćbym ich rozdzieliła całą szerokością i długością mieszkania. I nie da rady, pojąć nie potrafią, że mogą się odwrócić od siebie i zająć na chwilkę czymś pojedynczo. Zwłaszcza mały Mi, bo jak Ma zaczyna opowiadać książkę, to on też chce, a że chce i nie może to ryczy, a jak ryczy, to nie słychać już Ma jak opowiada, więc się Ma denerwuje i ryczy. Jeśli jakimś cudem, Ma się uda skończyć opowieść, albo ją specjalnie skróci aby Mi wcześniej dopuścić do głosu, jesteśmy w sumie oboje już tak zniechęceni rykami Mi, że nie chce nam się go słuchać. No więc on oczywiście ryczy. I tak w sumie czas mija, a ja nic konkretnego zrobić nie umiem, bo zawsze coś:) A tak dla jasności, chorzy są i dlatego tacy wynudzeni w domu niestety. Cherlają jak gruźlicy, nie ma na razie jak wyjść, bo gorączki się utrzymują. No więc, jakby ktoś chciał mnie nauczyć dobrej organizacji czasu, to ja się chętnie przyłożę do tego :) A dla przeciwwagi tych kłótni o wszystko i o nic, przedstawiam janiołkowe zdjęcia-znaczy takie, po obejrzeniu których, wszyscy pomyślą, że matka majaczy :) Ale to nic, bo i tak to najfajniejsze chłopaki na świecie, zaraz po moim mężu :) I jakoś się tak złożyło na tych zdjęciach, że Ma i Mi zawsze po tej samej stronie, uroczo :)





3 komentarze:

  1. Oj pamiętam jak ja z bratem rozrabialiśmy jak byliśmy chorzy. W zasadzie kłótnie, przepychanki na porządku dziennym były ^^'

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdrówka dla dzieciaczków. Piękne zdjęcia :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. ale słodziaki! nawet jak ryczą! znam te chwile niemocy twórczej, znam:)

    OdpowiedzUsuń