Translate

czwartek, 14 lutego 2013

Miami-moim okiem i podobająca się bluzka:)

Pogodzona z tym, że nie nadaję się do pokazywania mody , wracam do moich odgrzewanych kotletów czyli Florydy. 
Miami-ach, pojęcia nie macie jak marzyłam o tym, aby udało nam się tam wybrać. Wygospodarowaliśmy jeden dzień, jeden tylko niestety, ale był taki fajny:)Mój malutki synuś, wtedy jeszcze tylko jeden, został z babcią a my ruszyliśmy do Miami pociągiem.


Wiecie, nigdy się nie boję podróżować z moim mężem. Jest dla mnie taka ostoją, że gdyby nagle mnie gdzieś zostawił, to chyba bym usiadła w kąciku i zakryła oczy , aby nic nie widzieć wokół. Czekałabym.
Pociąg śliczny, czyściutki, przestronny, jedzie cichutko.
ps. męża wklejam na chwilkę, po cichu, chwalę się, bo mam kim-a jutro Walentynki:)

Bilet w obie strony na osobę to 10$ ,ale na ten sam bilet jechaliśmy potem jeszcze jedną kolejką w obie strony do takiej stacji przesiadkowej . Czyli ogólnie tanio.Ku mojemu zdziwieniu niektórzy nie mają nic przeciw kładzeniu nóg na siedzeniu, w butach. Troszkę się dziwiłam, ale nagle mnie olśniło , że tam po prostu jest czysto.Nie chodzi o to, że nikt nie brudzi, ale tam nie ma tego błota, brudu, kurzu, który osiada na wszystkim i po prostu robi syf. Tam można przejść na bosaka i noga się nie ubrudzi.Niesamowite! Bardzo fajne, tam samochód może być biały a po 4 miesiącach od mycia nadal jest biały i błyszczący. Bo nie ma kurzu, pyłów, brudu w powietrzu. No i łajna na chodnikach.Taka przejażdżka to wielka okazja do obserwacji, tylu ludzi, tyle narodowości, tyle stylów, fryzur-wszystko mnie fascynowało. A najbardziej mnie fascynowała jedna stacja, Brownsville czyli Brązowe Miasteczko. Wtedy już przesiedliśmy z pociągu do takiego metra naziemnego. Na tej stacji  wsiedli sami afroamerykanie. I to tacy z wojny gangów! Ło matko, ale się bałam, nie wiem jak to się stało, ale ja po prostu czułam narastająca panikę. Wszyscy tacy dokładnie jak w filmach. Zupełnie nie kontrolowałam emocji. A najciekawsze, ze mąż też jakoś w okno zapatrzony był:)No tacy cichutcy się zrobiliśmy:)A... zapomniałam, że poprzednia stacja nosiła nazwę Martina Luthera Kinga Jr., po prostu zero skojarzeń:) Ale było na co popatrzeć. 
Po przybyciu do Miami czułam się jak zwycięzca! Miałam mnóstwo energii, chciałam krzyczeć "jestem tu! Ha! jestem tu naprawdę!". Może to małomiasteczkowe, może powinnam wysiąść , spojrzeć i lakonicznie powiedzieć-no..fajnie, fajnie...-ale nie jestem taka:) Miałam ochotę skakać z radości 

Właściwie, nie mieliśmy żadnego planu na ten dzień, bo tak naprawdę wyjazd był ustalony późnym wieczorem poprzedniego dnia, kiedy okazało się, że nic ważnego ani ciekawego na następny dzień nie ma zaplanowanego. Postanowiliśmy połazić. Zeszliśmy na dół i ruszyliśmy po prostu w stronę Bayside. Zwiedzaliśmy sklepy, obserwowaliśmy ludzi, i zauważyłam coś wspaniałego. Sklepy były ułożone branżowo-tzn. jubilerzy obok siebie, ileś tam sklepów, odzieżowe obok siebie itd. teraz już nie pamiętam  ale całkiem możliwie że takie uliczki można by z tego stworzyć. Zresztą, tam mają taki zwyczaj, że jak są knajpy i dyskoteki czy kluby-to wszystkie są na jednej ulicy, obok siebie. A nie tak jak u nas, jak chce się zmienić knajpę to trzeba się przejść na spacer albo przejechać taxi. Wychodzisz i wchodzisz obok po prostu.Super. A wystawy jubilerskie to mi się podobały, było tam coś iście amerykańskiego czyli ogromne złote łańcuchy z ogromnymi złotymi zawieszkami-np. krzyżami. Pamiętacie BA z Drużyny A? No własnie:) Taka biżuteria na wystawie:)

Doszliśmy do Bayside czyli tam gdzie ląd ustępuje miejsca wodzieweszliśmy na  taras widokowy i zjedliśmy kanapki a przy okazji zauważyliśmy, że z prawa jest Hard Rock Cafe-więc nie obyło się bez wizyty.

Miejsce kultowe, miejsce super, i najważniejsze wspaniały Jim Morrison-moja miłość z młodych, szalonych czasów. Jedna kelnerka ,a właściwie sprzedawca pamiątek miała męża Polaka, było troszkę śmiechu,bo jak wyszliśmy to się okazało, że nie kręciliśmy i wróciliśmy tam ku radości obsługi. 

cała trójka-zdjęcie z netu

słodki napis przy wejściu:)



doskonały bar-niestety to był środek dnia, więc i klientów maleńko


Potem pooglądaliśmy ceny rejsów, bo mąż zauważył, że choćby nas miało potem nie stać na nic to chyba by żałował, gdybyśmy nie popłynęli no i tak się stało. Znaczy nie żałuje, popłynęliśmy   . Ale to może już w drugiej części opiszę. Zbyt długi post, może sprawić, że ktoś nie przeczyta do końca, choćby z braku czasu.  Zresztą z rejsu mam wiele zdjęć  które też pewnie chciałabym pokazać, więc tu wkleję jeszcze zdjecia z przechadzki po Miami.

za mną w tle, nasz stateczek czeka na rejs, i na nas:)rejs kosztował 50$



Bayside od strony oceanu-to różowe to pasaż handlowy, taki jak zdjęcie następne .Te dwa zdjecia są z internetu.



cuda po prostu, uwielbiam to, że auta są tam takie błyszczące, a ciężarówki-po prostu piękne monstra:) spójrzcie na zderzaki-można się w nich przeglądać!



Może wspomnę jeszcze tylko o tym, że bluzeczka, która mam na sobie, bardzo się spodobała w Miami. Panie zerkały a jedna Pani mnie zaczepiła w Hard Rock Cafe właśnie i zapytała, gdzie taka kupiłam, więc z dumą odrzekłam że w Polsce. Kupiłam ją przed wyjazdem, specjalnie aby tam zabrać, jak dla mnie nie była tania-49 zł w Vero Modzie, zwykle uda mi się ustrzelić tam dużo tańsze cuda, ale był ważny powód przecież:)
Przepraszam, za te białe zdania, ale niektóre informacje przykleiłam sobie z innych wspomnień moich i mimo ich edycji-pozostały na białym tle.

23 komentarze:

  1. Wiesz;tylko pozazdrościć ;-);od razu przypomina się klimat "Policjantów z Miami" z Donem Johnsonem i 'Gta vice city";i tylko człowiekowi w uszach brzmiał kawałek "In the air tonight"...:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiałam starych Policjantów z Miami:)

      Usuń
  2. Świetna relacja i zdjęcia. Ja też kochałam się w Morrisonie ;) Taki jeden dzień, a ile fantastycznych wspomnień
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, jeden intensywny dzionek, tylko kurde, żadnej gwiazdy nie spotkałam:)Ale pewnie po niewłaściwych ulicach się szlajałam:)

      Usuń
  3. Wspaniale zdjecia, genialne opowiadanie o wspomnieniach i wrazeniach nie wspomne. Cudowni:-) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też bym krzyczała z radości, gdybym była na Twoim miejscu i miała szansę zobaczyć to miasto!
    Pięknie wyglądacie z męzem!
    No i zazdroszczę.
    A Jim Morrison to również moja miłość!
    Mnóstwo płyt, kaset, piosenki na pamięć..och to były czasy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Były, były Olu, pamiętam, jak czekałam na książkę o Morrisonie, polskie wydanie, mam ja do dzisiaj:0

      Usuń
  5. Wklejaj wspólne zdjęcia częściej, ładna z was para :] w stanach to wszystko musi być takie gigantyczne, chyba nie zakochałabym się w tym kraju :( Lubie kiedy opowiadasz o wypadzie do USA, widać odrazu, że to były szczęśliwe momenty.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, ja się zakochałam w tym kraju:) Choć kiedyś śmiałam się z amerykańszczyzny. Dziekuję:)

      Usuń
  6. Musze, sie tam znowu wybrac.Kiedys tez bylam praktycznie jeden dzien, ale niestety glownie na plazy.
    W Stanach wlasnie mile jest to, ze obcy ludzie na ulicy potrafia cie zaczepic i powiedziec, ze masz ladne to czy tamto :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zupełnie co innego, inna mentalność, inne nastawienie, to nie żart, ze jak oni się spotykają i mówią "Jak się masz?" To odpowiedź jest prawie zawsze "Ok, dobrze, super" a u nas" ech, no wiesz, stara bieda.....":)

      Usuń
  7. Wspomnienia wspaniałe, piękne zdjęcia...byle do wiosny...pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byle do wiosny:) Już idzie do nas. dziękuję że wpadłaś:)

      Usuń
  8. Ja tam lubię odgrzewane kotlety ;) zwłaszcza tak smakowicie! świetna relacja, tym bardziej dla mnie ciekawa, ze nigdy tam nie byłam, a więc spijam z twoich ust każde słowo i łakomie patrzę na zdjęcia. Bardzo ładna ta twoja bluzeczka. I bardzo fajnie postrzegasz świat. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. La Violetko-Ty zawsze jak napiszesz coś, to po prostu widzę te sytuację:)Dzięki:)

      Usuń
  9. Jak tam jasno i czysto... Cuuuudoooo. A ten pociąg? Już sama jazda nim, to chyba była niesamowita frajda? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, niby nic, pociąg, ale naprawdę-jeździ zupełnie inaczej, i frajda, choć bardziej fajnie było w metrze naziemnym w samym Miami już-małe zautomatyzowane wagoniki:)

      Usuń
  10. Bardzo mi się podobają niektóre zdjęcia, i w ogóle masz super styl pisania!

    OdpowiedzUsuń