Translate

czwartek, 24 stycznia 2013

Moje rękodzieło:)

No właśnie, mój blog zmierza w jakimś nieznanym kierunku. Dryfuje sobie, jakby specjalnie zszedł z kursu, znudzony moim lenistwem, nicnierobieniem, i machaniem ręką na wygląd. Podejrzewam, że nie potrafi długo w jednym miejscu wytrzymać po prostu. 
A może to  nie fashion is my passion?
Ale przecież kocham fashion! 
Ale może bardziej na innych niż na sobie?
 Ależ skąd! Kocham się pięknie, modnie i oryginalnie ubrać! 
No to o co kaman? 
O zimę. Zimą mi się nie chce, nie pracuję, więc co widać zimą na zewnątrz? Kurtkę, czapkę lub beret, kawałek spodnia, but. Pod spodem mogę mieć wszystko, nawet piżamę, co tez mi się zdarzyło nieraz jak szłam do sklepu rano, a nawet w południe w tzw. "piżamowy" dzień. Macie takie dni? Ja mam, i uwielbiam piżamowy dzień całą rodzinką, łazimy w piżamach, nie składamy kanapy w salonie, jest mięciutko, przytulnie. I nawet jemy siedząc na łóżku i oglądając telewizję.Dzieci nie, one nie umieją się bawić w ładne jedzenie, one muszą kulturalnie:)Ale mogą być w piżamach oczywiście.
Z mojego bloga muszę wydzielić posty, które chyba będę robić na temat mojego szycia.
Ale muszę obcykać jak to zrobić. 
Jak to zrobić?
Wy tak macie, widziałam. Ładnie poukładane, porządek jest. Mam jeszcze wiele planów na to, aby podzielić się tym, co mnie zachwyca we wnętrzach  Dotychczas tego nie robiłam, bo jest tyle blogów na ten temat, właściwie czasem jeden pokazuje, co drugi wypisuje:) Ale co nowego można wymyślić? A potem pomyślałam , że skoro ja korzystam z tego, co ktoś inny pokaże, to może
jest sens szukania i pokazywania tego co ja uwielbiam? Może ktoś zobaczy coś, czego szukał a nie mógł odnaleźć? 
Przecież to mój blog, co z tego, że miał być o czymś innym, może być przecież o wszystkim, bo ja niezmiernie wszechstronny człowiek jestem:)
Ten post będzie o moich nowych poduszkach. Nie dla mnie, uszyłam je na sprzedaż, choć przyznam, ze strasznie mi się podobają, ale nigdzie mi nie pasują. Już nawet myślałam  że pewnie zrobię tez dla siebie jakieś, na zmianę klimatu czasem. Ale za dużo też nie mogę, bo gdzie to trzymać.
Moje poduszki i inne rzeczy, można kupić na DaWandzie, albo jeśli komuś np. strasznie by się spodobały i chciałby kupić ode mnie bezpośrednio to zapraszam.Dla Waszego bezpieczeństwa mogę też wystawić na allegro. Mam nadzieję, ze pomimo różnorodności tematycznej, jaka się zacznie pojawiać, moje "stare" koleżanki mnie nie opuszczą, natomiast znajdę także nowych czytaczy:)
Z pewną nieśmiałością, jaką grzeszę od zarania-zaczęłam się też odsłaniać na FB. Naprawdę, bardzo bym chciała zarabiać na swoim szyciu-choć słowo "zarabiać" jest jakby ciut na wyrost na razie-a bez pomocy świata i FB ani rusz:)



sówka jest jedna, dwustronna.









czwartek, 17 stycznia 2013

Bluzka nie dla mnie, którą kocham i Worth Avenue-najbogatsza ulica w najbogatszym mieście bogatego kraju:)

Rzeczywiście, jest taka bluzka. Ja ją po prostu uwielbiam! Ale nie jest do końca dla mnie, po pierwsze kupiona była dla kogoś o kilka rozmiarów mniejszego, ale ponoć biust się gubił więc dostałam ją ja, bo u mnie go widać we wszystkim. Ja się strasznie cieszę, bo bluzkę pokochałam miłością jakąś dziką:) Fason nie dla mnie- nie ma dekoltu, który by wyszczuplił moje wdzięki, nie ma rękawów, które by choć troszkę ukryły krągławe ramionka, nie ma wcięcia w talii, które by jakkolwiek podkreśliło ten fragment mej osoby i jest na tyle krótka, że nie jest tuniką i nie zasłania doopki. No więc, jak widzicie ideał:):):)Są takie rzeczy.Bluzkę uwielbiam przede wszystkim do białych spodni, jak dla mnie wygląda cudownie. Ona ma na górze wiązanie na kokardkę-jest z boku szyi. Jest w niej coś, co powinno być w każdym ciuchu w naszej szafie-ja po prostu chcę ją nosić:)  
Zdjecia w białych spodniach są z Wesołego Miasteczka u nas, a w dżinsach niebieskich-z Florydy. Byliśmy wtedy zwiedzić Worth Avenue.O tej ulicy opowiedział mi mój mąż, ja, mimo tego że za każdym pobytem tam, jeździmy tam na plażę-nie wiedziałam, że ulica jest słynna.W jakimś rankingu wtedy w 2011 roku wybrano ja najbogatszą ulicą USA a Palm Beach-najbogatszym miastem. A ja sobie tam spacerowałam, w mojej ulubionej bluzce i dżinsach z działu dziecięcego Macy's:)
Palm Beach to ogólnie chyba snobistyczne miasto z racji swojego bogactwa.Szwagierka opowiadała mi , że bardzo protestowali przed postawieniem u siebie marketu Publix, że taki zwykły spożywczak czy coś w tym stylu, nie dla nich, ustąpili dopiero po przedstawieniu projektu budowli, która wygląda podobnie jak bogate budowle ich miasta. Biedronki pewnie by tam nie dali postawić:) Mnie ogólnie bardzo podoba sie tamtejsza zabudowa publiczna, wszystkie te centra handlowe są naprawdę przepiękne, Publixy również, no ale Palm Beach to Palm Beach. Na zdjęciu jednym, jest taki widok z góry, zdjęcie pochodzi z internetu, ale dobrze na nim widać drogę, którą zwykle idziemy na plażę, mijamy wieżę zegarową i troszkę dalej schodzimy na plażę własnie. A...właśnie, jeśli chodzi o plażę. Wiecie, nie ma tam toalet, a nie ma ich dlatego, że oni nie chcą aby na plaży w Palm Beach były toalety, bo wtedy na "ich" plażę mogłyby zjechać ludziska całymi rodzinami, a oni sobie tego nie życzą. Więc jest tam zwykle mało ludzi, a  jak coś przyciśnie, choć niezmiernie rzadko(nie siedzimy tam tylu godzin)-wtedy chodzi się na siku do Saksa, ha,ha:):):)czyż to nie piękne? Wszystko co piszę-słyszałam od kogoś kto mieszka tam lat wiele, więc chyba informacje są prawdziwe. Nie znam ludzi tam mieszkających, nie wiem jacy są i tak naprawdę nie chciałabym nikogo urazić.
Sama Worth Avenue jest śliczna, piękne miejsce na spacery, zdjecia, sesje i sjesty. No i na zakupy, choć nie dla każdego. Ale, nie powiem, bo w jednym sklepie jubilerskim byłoby mnie stać na zakupy. Nie pamiętam nazwy, ale mąż mi chciał kupić kolczyki, abym miała coś własnie stamtąd, kosztowały 100 kilka dolców. Dużo, bo malutkie były, ale moglibyśmy je kupić i było to przyjemne uczucie. Wszystkie budynki cudne, co jeden to ładniejszy, bardziej ozdobny, ale jakoś wszystko do siebie pasowało, nie było mi za dużo tego. Ludzie poubierani przeróżnie,  od skromności z jednym absolutnie doskonałym dodatkiem, poprzez dżinsy, klapki i podkoszulki do błyszczących sukien z dekoltem do pupy(no dobra, ze dwie się zdarzyły). Spacer był super i mogłabym jeszcze, zwłaszcza, że w takich jasnych okolicznościach, w pięknym słońcu-zdjecia wychodzą po prostu cudne.Aż się chce pstrykać:)I ładnie się na nich wygląda przeważnie.

Ale post, jakby co, to jest bluzce oczywiście:)

Ostatnio, z powodu żałośnie rzadkiego porządnego wyglądania mojego, pomyślałam, ze sięgnę po zapasy po prostu.
Pewnie to moja organizacja czy coś, może te ciągłe przeziębienia i choroby, teraz mamy anginę i znowu w domu siedzę. Nie myślę o fryzurze, makijażu, ubraniu się ładnie. W zasadzie bardzo niewiele nacieszyliśmy się zimą i choć pragnę jak wariatka wyjechać gdzieś na narty , sama z mężem (oczywiście szans nie ma na razie), to chyba już wolałabym inną porę roku. Jakaś zniechęcona jestem. Ale wypociłam tego posta, którego już od stu lat chyba chciałam napisać i bardzo się cieszę. Witajcie w Nowym Roku:):):)



zdjęcie poniżej jest z internetu







zdjęcie poniżej jest z internetu


rzeźby dzieci w podwórku-że tak to nazwę, pełno tam jest takich zaułków ze sklepami, ogrodami itd.. Ta rzeźba na środku w niebieskim podkoszulku to mój synuś:)

zdjęcie poniżej jest z internetu-strasznie mi się podoba:)


malutki słupek sygnalizacyjny



dwa zdjecia poniżej-są z internetu