Translate

czwartek, 31 października 2013

Gdy dzieci chore to w domu meksyk :)

Powinnam szyć, ale nic nie robię, bo przecież nie muszę szyć tylko chcę, a nie chce mi się, więc nic nie szyję, choć powinnam...znacie to? Bo ja aż za dobrze. Nienawidzę tych dni , kiedy się tak miotam, są takie zmarnowane dla mnie, pod koniec takiego dnia nie umiem się cieszyć, bo przeważnie nie mam koncie żadnego spektakularnego sukcesu, uszytego czegoś, efektu wizualnego porządku, zero satysfakcji tylko myśl przed zaśnięciem o tym, co to ja jutro muszę koniecznie zrobić. Jest dopiero po 14 więc mam jeszcze szansę na zmianę scenariusza, ale to chyba zależy od tego, czy Mi pójdzie spać na drzemkę. Jeśli nie pójdzie, jestem wykonawczo udoopiona. Po prostu nie umiem się skoncentrować na czymkolwiek, kiedy co chwilkę muszę biegać i rozdzielać moje dzieci, masować guzy, ocierać łzy, wycierać nosy, dawać picie... Moje dzieci są jak magnesy, przyciągają się nawzajem, choćbym ich rozdzieliła całą szerokością i długością mieszkania. I nie da rady, pojąć nie potrafią, że mogą się odwrócić od siebie i zająć na chwilkę czymś pojedynczo. Zwłaszcza mały Mi, bo jak Ma zaczyna opowiadać książkę, to on też chce, a że chce i nie może to ryczy, a jak ryczy, to nie słychać już Ma jak opowiada, więc się Ma denerwuje i ryczy. Jeśli jakimś cudem, Ma się uda skończyć opowieść, albo ją specjalnie skróci aby Mi wcześniej dopuścić do głosu, jesteśmy w sumie oboje już tak zniechęceni rykami Mi, że nie chce nam się go słuchać. No więc on oczywiście ryczy. I tak w sumie czas mija, a ja nic konkretnego zrobić nie umiem, bo zawsze coś:) A tak dla jasności, chorzy są i dlatego tacy wynudzeni w domu niestety. Cherlają jak gruźlicy, nie ma na razie jak wyjść, bo gorączki się utrzymują. No więc, jakby ktoś chciał mnie nauczyć dobrej organizacji czasu, to ja się chętnie przyłożę do tego :) A dla przeciwwagi tych kłótni o wszystko i o nic, przedstawiam janiołkowe zdjęcia-znaczy takie, po obejrzeniu których, wszyscy pomyślą, że matka majaczy :) Ale to nic, bo i tak to najfajniejsze chłopaki na świecie, zaraz po moim mężu :) I jakoś się tak złożyło na tych zdjęciach, że Ma i Mi zawsze po tej samej stronie, uroczo :)





czwartek, 24 października 2013

Powroty są wspaniałe :)

Co mogę Wam napisać, tęsknię i pożegnać się nie mogę z tym blogiem wcale. Za Wami tęsknię, za moimi koleżankami, które tu poznałam, za ich komentarzami i ogólnie sama obecnością :) Założyłam bloga szyciowego, ale jakoś mi też nie idzie. Zawsze mi się wydaje, że to co uszyłam jest za małe, za mało ważne, aby o tym pisać posta, a to przecież na tym polega. Uszyć, opisać, pochwalić się, poczekać na opinię, bo a nuż, jakieś uwagi będą, które można mądrze wykorzystać, coś poprawić itp.

Tu też zawsze lubiłam pisać, a tak jakoś w odstawkę to wszystko poszło, na bocznym torze zalega i już nawet ja tu nie zaglądałam dawno. 

Beti ostatnio pisała też, że myśli o zamknięciu bloga, a ja pisałam że jeśli czuje potrzebę, to trzeba zamknąć, a nie bić się z myślami co chwila. Ale teraz już sama nie wiem, to jakaś cząstka nas samych, taki blog, choćby miał tylko postów, to są to posty w których możemy przeczytać o czymś, o czym wtedy myślałyśmy, co robiłyśmy, jak wyglądałyśmy.

No więc, postanowiłam pisać sobie dalej jednak, i postanowiłam zadbać o bloga szyciowego też. Co z tego wyjdzie znowu to nie wiem.

Ponieważ ten jest rodzinny jakby , to podzielę się z Wami tajemnicą. 
Jestem absolutnie przewrażliwioną Mamą. bardzo się zawsze martwię o te moje dzieci, czasem zasnąć nie mogę ,bo po głowie mi chodzą straszne myśli, co może im się przydarzyć. Mi miał ostatnio swoją pierwszą w życiu wycieczkę autokarową z przedszkola, pech chciał, że wypadła w bardzo deszczowy i brzydki dzień. Nie wiem, dlaczego jej nie przesunęli, ale nie przesunęli. Nie chciałam psuć zabawy synusiowi, więc poszedł do przedszkola, ale szczerze przyznam, byłam już ubrana, aby pójść go odebrać i zabrać do domu. Żeby nie pojechał, bo się bałam. Skonsultowałam się z mężem, uspokoił, że warunki nie są złe , żebym się nie martwiła. Skutek był taki, że zostałam w domu, nie pobiegłam do przedszkola, ale siedziałam i ryczałam. Tak bardzo się bałam, czy nic się nie stanie po drodze, czy kierowca będzie jechał ostrożnie, czy wszyscy inni na drodze będą ostrożnie jechać. To okropne tak czekać. Wracali dopiero koło 16, ale trudno mi opisać, jaką ulgę odczułam, kiedy autokar wjechał na przedszkolny parking i zobaczyłam te małą kochaną główkę na siedzeniu przy oknie, która ledwie wystawała ponad szybę. Udało mi się nawet nie płakać, bo kiedy odbierałam starszego z jego pierwszej autokarowej wycieczki, to się rozkleiłam, kiedy zobaczyłam taki sam widok. dzieci są malutkie i ledwie wystają ponad te szyby, Ma miał wtedy taki autokar , że było widać jakieś 3 cm włosków tylko :) Czyli, jakby się nic nie uodporniłam emocjonalnie w ciągu tych lat. Trudno. Kilka dni temu patrzyłam z balkonu jak Ptysie idą do przedszkola i do szkoły. Mąż odszedł do auta a oni już szli, dwa małe krasnale, trzymające się za rączki, jeden większy, jeden mniejszy. Potem zaczęli biegnąć, bo Tatuś nadchodził a oni się zawsze ścigają wtedy:) Biegli podskakując, worki na kapcie latały we wszystkie strony, wiecie jak biegają dzieci, zwłaszcza małe, samo to jest takie rozczulające, no i tak stałam i patrzyłam i płakałam tak, że się uspokoić nie mogłam przez pół godziny chyba. Że to moje, że takie fajne chłopaczki, że mnie kochają, że Tatuś taki wspaniały, że takie mam szczęście.No i stąd ta tona łez :)

Czy Wy też tak macie? Nie możecie zasnąć z powodu okropnych myśli, martwicie się, zalewacie łzami ze wzruszenia? Czy to ja jakaś dziwna jestem?

A poniżej moje Ptysie, Mi z bułeczka kręconą, którą sam upiekł na wycieczce :)Jak widać, nie dotrwała w całości do zdjecia :)


środa, 4 września 2013

Bobolice i okolice

Myślałam, że zdążę jeszcze w sierpniu, ale się nie udało. Jest pierwszy wrzesień i od razu przywaliło z grubej rury. Zimno, buro i ponuro. A wczoraj słońce, lato i beztroska. To Ci dopiero zmiana tematu :)
Co do tej zmiany mam mieszane uczucia, z jednej strony cieszę się, że jest już wrzesień, lato mieliśmy piękne, gorące, całkiem długie, chyba każdy zaliczył słońce na wyjeździe, no może poza tymi, co urlop mieli w czerwcu. Z drugiej zaś strony moje urwisy zaczynają nowe rozdziały. Mniejszy idzie do przedszkola, starszy do zerówki, ale do szkoły. Martwię się strasznie, jakoś tak, czas leci jak głupi, niedawno tacy malutcy a teraz już obaj w instytucjach. Pociesza mnie fakt, że będę choć kilka godzin sama, tylko do 13, ale jednak będę sama, i będę miała czas aby zrobić to wszystko, co leży odłogiem bo nie mam teraz chwili spokoju aby się tym zająć:) Żadne to nie są nowości, zwłaszcza dla Mam czy dla świata, ale dla każdej z nas indywidualnie, to milowy krok. Nie będę się o tym teraz rozpisywać, bo nie jest mi dzisiaj aż tak refleksyjnie, aby to przelewać na ... laptopa:)
Będzie jeszcze wakacyjnie z powodu zdjęć. To nie ma być przewodnik turystyczny, Ci, którzy są ze mną już troszkę zapewne pamiętają, że ja po prostu lubię robić zdjęcia, mam problem z wywoływaniem ich i muszę nad tym popracować, ale robić je uwielbiam. Zdjęcia robię tak samo jak szyję-amatorsko:) Biorę mój mały aparacik i pstrykam, czasem wyjdą ładne a czasem mniej ładne ale i tak Wam je pokażę bo lubię :)
Te zdjecia pochodzą z wycieczki do Bobolic, pięknie odbudowano tam zamek, naprawdę ślicznie wygląda i rozciąga się z niego fantastyczna panorama. Niestety zwiedza się go na czas. Czeka się na konkretną godzinę, wchodzi z Panią, bardzo miłą skądinąd, zwiedza jakieś pół godziny i wypad. Na szczęście nie było tłumu jak pojechaliśmy, zresztą specjalnie byliśmy tam w poniedziałek a nie w weekend, ale jednak troszkę szkoda. Mam nadzieję, że to tymczasowe, wiadomo, że gdyby zamek był otwarty non stop, musiałoby tam być zatrudnionych ileś osób, co z kolei podrożyłoby koszty itd. bla,bla,bla...a tak to jest jedna Pani, która po oprowadzeniu, biegnie do budki z pamiątkami i biletami, a jak znowu jest pełna godzina lub połówka-biegnie otworzyć zamek. Ale pięknie było. Jeśli chodzi o takie wycieczki najbardziej lubię ujmować w ramy mury, rośliny, grę światła, no i oczywiście moje dzieci :) 
Niedaleko Bobolic jest jeszcze zamek Mirów, dopiero trwają prace przy jego odbudowie , ja jednak cieszę, się że zobaczyłam jeszcze ruiny, bo maja w sobie wielkie coś :) Droga z jednego zamku do drugiego to przyjemny spacer, zdrowy i przełajowy :)
Ha, no i się zrobił 3 wrzesień już :)
Jest jesiennie więc zapraszam do zamawiania apaszek na szyjkę:) Z kolekcji jesiennej zostały jeszcze 3, nowe się  szyją !!!

aaaa, zrobił się już 4 wrzesień-muszę się ogarnąć wreszcie :)


spacerując wokół zamku Bobolice



husaria sztuk 5 :)


kibelek-jak to Pani powiedziała, w wietrzną pogodę trzeba było uważać aby nie wiuchnęło wszystkiego z powrotem :)


  kwiaty u Siostry mej


 żyrandol wielce urodziwy


 widok na drogę do Mirowa i zamek z tarasu zamku Bobolice



 przepiękna skała , nie mogłam się napatrzeć :)


zamek Bobolice w całej okazałości


zamek Mirów


 jurajskie ścieżki


środa, 28 sierpnia 2013

Szycie czy Życie :)

Hello :)

Sporo czasu zastanawiałam się co zrobić z tym fantem, czyli z moim "starym" blogiem. Stary, wiadomo, to on strasznie nie jest, jednak stuknął mu rok w lipcu, w porównaniu więc do mojego bloga szyciowego-jest starszym bratem :)
Miało być niby modowo-ale w sumie było pseudo-modowo a częściej podróżniczo i lajfowo. Bo nie umiem zrobić posta związanego z modą. Po prostu nie umiem,  kłóci się to ze mną w całości mojej okazałości, więc posty były o czymś, o wycieczce, dniu,  a przy okazji o tym co ubrałam. I nie wyobrażam sobie napisać porządnego modowego posta, zostawiam to moim pięknym Koleżankom, które odwiedzam w miarę  możliwości i podziwiam, jak pięknie być Kobietą :)
Choć oczywiście, jeśli ktoś będzie chciał wiedzieć, co tudej aj łer, chętnie napiszę :)

Był czas kiedy chciałam bloga zlikwidować, ale szkoda mi było pisaniny. Poświęciłam na to troszkę czasu, a ze statystyk wynika, że nadal są osoby, które mnie podczytują, będę więc kontynuować ale w innym kierunku. Powiedziałabym nawet , że we wszystkich kierunkach :) Bo takie posty z życia wzięte są i o tym co się dzieje w mojej duszy i o tym, co upolowałam, i o tym co się u mnie stało i o tym co lubię a czego nie,  gdzie pojechałam a gdzie nie byłam, i co o tym sądzę. I o tym, z czym sobie nie radzę, a chętnie dowiem się jak Wy to rozwiązaliście. Piszę rozwiązaliście, ale wiem, że przede wszystkim Czytelnikami takich blogów są Kobiety :)
Wąskie grono moich blogowych Koleżanek wie, że w pewnym momencie zajęłam się szyciem. Założyłam z tej okazji bloga szyciowego, do którego link umieszczam poniżej i oczywiście serdecznie na niego zapraszam. Być może mogłabym mieć wszystko razem, jednak wolę aby blog o szyciu był blogiem o szyciu, a nie o wszystkim.  A tu będzie po prostu FSZYSTKO :) I każdy będzie mógł sobie sam wybrać co chce w danej chwili czytać Szycie czy Życie:) Więc to będzie Życie...
...a oto link do szycia:

a to moje Stado Kochane :)

niedziela, 21 kwietnia 2013

Firmoo po raz drugi, oraz moje nowe DIY-że tak to nazwę, aby chwytliwie było :)

Dostałam drugie okularki z Firmoo, tym razem wybrałam sobie takie w kolorze kości słoniowej, bo miałam kiedyś ale 3 sezony temu schowałam gdzieś i nie ma do dzisiaj:) Rozpuściły się chyba. Okularki przyszły jak zwykle, ekspresowo, z ładnym plastikowym etui, kompletem narzedzi do naprawy oraz dodatkowym etiu z mocnego materiału. Sa jak zwykle bardzo dobrze wykonane i proste. I jak widać, całkiem, całkiem łądniutkie :) Bardzo się cieszę :) Bardzo dziekuję za propozycję :)
Oczywiście, jesli ktos chciałby sobie takie okularki zakupić, wystarczy wejść na stronkę firmy http://www.firmoo.com/ i wybrac okularki, Dla każdej osoby, która kupuje po raz pierwszy, okulary są gratis. Płaci sie tylko za wysyłkę o tutaj są szczęgóły: http://www.firmoo.com/free-glasses.html Wielkim plusem jest to, że na stronie można sobie okulary dopasować do swojej buzi, łącznie z odległościami-nos, oko itd. Pełna profeska. Polecam :)

Zdjęcia sa robione przy okazji pieknej akcji Uszyj Jasia, większa relacja będzie na moim drugim blogu Fabryka Małych Rzeczy, ale już teraz Wam zdradzę, ze szyłysmy 9 godzin i udało nam sie uszyć cały komplet poszewek na poduszki dla szpitala, dla dzieci, w ilosci 584 sztuki. Szycie odbywało sie w Ikei i postarali sie tak bardzo, że jak sie dowiedziałam to mi szczęka na podłogę spadła. Podarowali nam 500 metrów materiału, poczęstowali obiadem , kawą i ciasteczkami, należą im się ogromne brawa.Mega wypas taka robota :) 

Do kompletu z okularkami jest druga bluza, jaką sobie odszyłam. Ze zwykłej bluzy ze ściagaczem, którą  kupiłam w lumpexie. Bluza miała wadę, którą przykryłam literka A- A jak Joanna :)Do tego dodałam ćwieki, które mi sie podabają, być moze są już passe, ale ja mam je dopiero teraz i bardzo sie cieszę.

Pozdrawiam tych co jeszcze są ze mną :)








niedziela, 31 marca 2013

Białego Alleluja Dla Was :)

Na co nam przyszło,  będziemy mieli co wspominać na starość w cyklu-" a wiecie, ze jednego roku na Wielkanoc..." :)
Wszystkim życzę Wesołych Świąt Wielkanocnych, choć dosłownie ciśnie mi się pod palce " i Szczęśliwego Nowego Roku " :)
Bądźmy szczęśliwi, zdrowi i spełnieni i pełni energii!!!!
A jako dodatek-moja wielkanocna choinka :)

poniedziałek, 25 marca 2013

Zmiany Zmiany Zmiany

Witam Was Koleżanki Moje, które jeszcze czasem czekacie, czy coś napiszę... mam nadzieję. Przyznaję, szycie mnie pochłonęło na amen. Byłam nawet na imprezie zwanej Garażówka i miałam tam swoje stoisko, co jest naprawdę wielkim wyczynem , jak dla mnie. Mój synuś był strasznie podekscytowany i szykował mi mi różne dekoracje na stragan. Ponieważ, w mojej pasji nie towarzyszy mi żadna koleżanka, i byłam tam sama, było mi na początku smutno, i przyznam się do ukradkowego wycierania łez, kiedy tylko moje oko spoczęło na szyszkach, jakie mi synuś wsadził do torebki, "na ładne wyglądanie straganu", na zawieszkę z Dnia Misia, aby  "każdy wiedział, że moje poduszki są przytulne jak misie", i na podusię z jego imieniem, którą wzięłam jako wzór. No tragedia ze mną zawsze, jeśli chodzi o uczucia.Chyba nie mam żadnej warstwy ochronnej.
Pamiętając moje narzekania na temat publikacji siebie, wiecie co mam na myśli , pisząc, ze samo moje pokazanie się tam to ogromny sukces. Przyznam szczerze, że gdy kiedyś zobaczyłam w wyszukiwarce moje zdjecia, to dostałam prawie zawału. Nie żadne tam brzydkie, rozbierane czy takie, których bym nikomu nie pokazała, ale na gwiazdę to ja się chyba nie nadaję. Było to dla mnie straszne i przerażające przeżycie.Fakt, że usunięcie większości zdjęć z bloga nic w tym nie pomógł-jeszcze bardziej mnie dobił. Sieć, to bardzo delikatna i niebezpieczna sprawa-wiedzą o tym na pewno Ci, których zdjecia krążą nieustannie, a na których te osoba są na kibelku, albo za którymi jest ktoś, niekoniecznie chcący się tam znaleźć w takim akurat stroju.
Ponieważ, jak pisałam, szycie to moje życie póki co:), założyłam kolejnego bloga, na którego baaardzo serdecznie Was zapraszam. Na razie nie ma tam nic, poza adresem i tytułem, ale założyłam go szybko, bo wymyśliłam nazwę i nie chciałam aby ktoś mi ją ukradł:)
Przy okazji, ponieważ wyjść z domu musiałam, ubrałam narzutkę, która przeleżała w szafie ze 2 lata i dopiero w sobotę ucięłam jej metkę:) I chyba jest ok, co sadzicie?Jesteście jeszcze ze mną?
Podaję Wam adres mojego nowego bloga, zapraszam Was serdecznie, zaglądajcie, nie zainspirujecie się na nim żadnym modnym wyglądem, ale może z ciekawością pooglądacie czasem co uszyję:)
A teraz narzutka na przepięknym rowerze, retro na całkowitym chodzie, do wzięcia jak najbardziej:) Narzutka jest z tyłu dług dosyć, niestety, wzór koronki byłby bardziej widoczny na bieli, a ja akurat w taki odejchanie jaskrawy kolor się ubrałam, ale coś niecoś widać :)
Przy okazji zapytam-czy wiecie co z blogiem Anny M Fashion? Wyskakuje mi, ze nie ma już bloga :(


 Jeszcze nic na moim nowym blogu nie ma, mam nadzieję zabrać się za pierwszego posta, ale nie chciałabym na szybko, więc być może troszkę trzeba będzie poczekać. mój nowy blog jest pod adresem

http://fabrykamalychrzeczy.blogspot.com/

i bardzo Was serdecznie na niego zapraszam. Może i nie będzie się tam można, zainspirować ciuchem, za to czymś do domku-owszem. Taką mam nadzieję :)

Strasznie mocno Was pozdrawiam i zapraszam do Fabryki. Będzie mi niezmiernie miło , na razie straszliwie zieje tam pustką :)
zdjęcie poniżej pochodzi z internetu

piątek, 22 lutego 2013

Grochy Pasy Ananasy


Muszę zmienić charakter bloga. Musze go rozszerzyć o moje szycie, bo w innym przypadku, posty będą się pojawiać chyba raz na miesiąc:) 
Kupiłam, ostatnio materiał w grochy i pasy i uszyłam poduszki. Wyglądają cudownie, szkoda, że  nigdzie mi nie pasują, bo są niezmiernie fajne. Nie wiem jak takie rzeczy traktują inne szyjące, ale ja chyba zostawiłabym sobie wszystko dla siebie-ha,ha :) Mam nadzieję jednak, że to tak tylko na początku, i że moje podusie się sprzedadzą. Materiał w grochy bardzo mi się podoba, żałuję  że nie mam w innych kolorach, chyba jakieś pudełka sobie zrobię? I tak mam ich pełno na różne drobiazgi, można by je odświeżyć..
I takie mam pytanie do Was-co byście woleli? Poduszkę w całości czy poszewkę? Bo ja szyje poduszki, do prania w całości, tak jakoś zaczęłam robić i zostało mi tak. Lubie to, że poduszka jest fajnie naciągnięta, a i z praniem nie ma dla mnie problemu, bo jak jest do odświeżenia to po prostu piorę całość i całość jest czyściutka i pachnąca.Jakoś tak mam, że wtedy mam prawdziwe poczucie tego, że rzecz jest świeża i czysta.
Zostawiam Was ze zdjęciami nowych poduszek, niektóre z Was już widziały na FB, jestem Wam bardzo wdzięczna za każde polubienie i każdy komentarz tam:)
http://www.facebook.com/pages/D%C5%BCoena-szyje/379424692126639?ref=hl

Ps. zrobiłam jakieś zmiany w stronach , ale chyba mi się ten post zapisał w kosmosie :( Chciałabym mieć zakładki-Szycie, Moda, Podróże i w każdej zakładce odpowiedni post. Nie wiem jak to zrobić :(






czwartek, 14 lutego 2013

Miami-moim okiem i podobająca się bluzka:)

Pogodzona z tym, że nie nadaję się do pokazywania mody , wracam do moich odgrzewanych kotletów czyli Florydy. 
Miami-ach, pojęcia nie macie jak marzyłam o tym, aby udało nam się tam wybrać. Wygospodarowaliśmy jeden dzień, jeden tylko niestety, ale był taki fajny:)Mój malutki synuś, wtedy jeszcze tylko jeden, został z babcią a my ruszyliśmy do Miami pociągiem.


Wiecie, nigdy się nie boję podróżować z moim mężem. Jest dla mnie taka ostoją, że gdyby nagle mnie gdzieś zostawił, to chyba bym usiadła w kąciku i zakryła oczy , aby nic nie widzieć wokół. Czekałabym.
Pociąg śliczny, czyściutki, przestronny, jedzie cichutko.
ps. męża wklejam na chwilkę, po cichu, chwalę się, bo mam kim-a jutro Walentynki:)

Bilet w obie strony na osobę to 10$ ,ale na ten sam bilet jechaliśmy potem jeszcze jedną kolejką w obie strony do takiej stacji przesiadkowej . Czyli ogólnie tanio.Ku mojemu zdziwieniu niektórzy nie mają nic przeciw kładzeniu nóg na siedzeniu, w butach. Troszkę się dziwiłam, ale nagle mnie olśniło , że tam po prostu jest czysto.Nie chodzi o to, że nikt nie brudzi, ale tam nie ma tego błota, brudu, kurzu, który osiada na wszystkim i po prostu robi syf. Tam można przejść na bosaka i noga się nie ubrudzi.Niesamowite! Bardzo fajne, tam samochód może być biały a po 4 miesiącach od mycia nadal jest biały i błyszczący. Bo nie ma kurzu, pyłów, brudu w powietrzu. No i łajna na chodnikach.Taka przejażdżka to wielka okazja do obserwacji, tylu ludzi, tyle narodowości, tyle stylów, fryzur-wszystko mnie fascynowało. A najbardziej mnie fascynowała jedna stacja, Brownsville czyli Brązowe Miasteczko. Wtedy już przesiedliśmy z pociągu do takiego metra naziemnego. Na tej stacji  wsiedli sami afroamerykanie. I to tacy z wojny gangów! Ło matko, ale się bałam, nie wiem jak to się stało, ale ja po prostu czułam narastająca panikę. Wszyscy tacy dokładnie jak w filmach. Zupełnie nie kontrolowałam emocji. A najciekawsze, ze mąż też jakoś w okno zapatrzony był:)No tacy cichutcy się zrobiliśmy:)A... zapomniałam, że poprzednia stacja nosiła nazwę Martina Luthera Kinga Jr., po prostu zero skojarzeń:) Ale było na co popatrzeć. 
Po przybyciu do Miami czułam się jak zwycięzca! Miałam mnóstwo energii, chciałam krzyczeć "jestem tu! Ha! jestem tu naprawdę!". Może to małomiasteczkowe, może powinnam wysiąść , spojrzeć i lakonicznie powiedzieć-no..fajnie, fajnie...-ale nie jestem taka:) Miałam ochotę skakać z radości 

Właściwie, nie mieliśmy żadnego planu na ten dzień, bo tak naprawdę wyjazd był ustalony późnym wieczorem poprzedniego dnia, kiedy okazało się, że nic ważnego ani ciekawego na następny dzień nie ma zaplanowanego. Postanowiliśmy połazić. Zeszliśmy na dół i ruszyliśmy po prostu w stronę Bayside. Zwiedzaliśmy sklepy, obserwowaliśmy ludzi, i zauważyłam coś wspaniałego. Sklepy były ułożone branżowo-tzn. jubilerzy obok siebie, ileś tam sklepów, odzieżowe obok siebie itd. teraz już nie pamiętam  ale całkiem możliwie że takie uliczki można by z tego stworzyć. Zresztą, tam mają taki zwyczaj, że jak są knajpy i dyskoteki czy kluby-to wszystkie są na jednej ulicy, obok siebie. A nie tak jak u nas, jak chce się zmienić knajpę to trzeba się przejść na spacer albo przejechać taxi. Wychodzisz i wchodzisz obok po prostu.Super. A wystawy jubilerskie to mi się podobały, było tam coś iście amerykańskiego czyli ogromne złote łańcuchy z ogromnymi złotymi zawieszkami-np. krzyżami. Pamiętacie BA z Drużyny A? No własnie:) Taka biżuteria na wystawie:)

Doszliśmy do Bayside czyli tam gdzie ląd ustępuje miejsca wodzieweszliśmy na  taras widokowy i zjedliśmy kanapki a przy okazji zauważyliśmy, że z prawa jest Hard Rock Cafe-więc nie obyło się bez wizyty.

Miejsce kultowe, miejsce super, i najważniejsze wspaniały Jim Morrison-moja miłość z młodych, szalonych czasów. Jedna kelnerka ,a właściwie sprzedawca pamiątek miała męża Polaka, było troszkę śmiechu,bo jak wyszliśmy to się okazało, że nie kręciliśmy i wróciliśmy tam ku radości obsługi. 

cała trójka-zdjęcie z netu

słodki napis przy wejściu:)



doskonały bar-niestety to był środek dnia, więc i klientów maleńko


Potem pooglądaliśmy ceny rejsów, bo mąż zauważył, że choćby nas miało potem nie stać na nic to chyba by żałował, gdybyśmy nie popłynęli no i tak się stało. Znaczy nie żałuje, popłynęliśmy   . Ale to może już w drugiej części opiszę. Zbyt długi post, może sprawić, że ktoś nie przeczyta do końca, choćby z braku czasu.  Zresztą z rejsu mam wiele zdjęć  które też pewnie chciałabym pokazać, więc tu wkleję jeszcze zdjecia z przechadzki po Miami.

za mną w tle, nasz stateczek czeka na rejs, i na nas:)rejs kosztował 50$



Bayside od strony oceanu-to różowe to pasaż handlowy, taki jak zdjęcie następne .Te dwa zdjecia są z internetu.



cuda po prostu, uwielbiam to, że auta są tam takie błyszczące, a ciężarówki-po prostu piękne monstra:) spójrzcie na zderzaki-można się w nich przeglądać!



Może wspomnę jeszcze tylko o tym, że bluzeczka, która mam na sobie, bardzo się spodobała w Miami. Panie zerkały a jedna Pani mnie zaczepiła w Hard Rock Cafe właśnie i zapytała, gdzie taka kupiłam, więc z dumą odrzekłam że w Polsce. Kupiłam ją przed wyjazdem, specjalnie aby tam zabrać, jak dla mnie nie była tania-49 zł w Vero Modzie, zwykle uda mi się ustrzelić tam dużo tańsze cuda, ale był ważny powód przecież:)
Przepraszam, za te białe zdania, ale niektóre informacje przykleiłam sobie z innych wspomnień moich i mimo ich edycji-pozostały na białym tle.

czwartek, 7 lutego 2013

Home made Hand made DIY i co tam jeszcze

Przyznam. Okropnie mnie to rajcuje:)Mam z tego powodu bajzel (wszędzie jakieś poduszki, materiały) i ogromnie wiele radości:) 
Jakieś 3 dni temu powyciągałam z szafy ubrania, aby je poukładać i mieć porządek, i dopiero dzisiaj schowałam, bo przyszła Mama. Ale tak poszukałam, popatrzyłam i stwierdziłam, że mam prawie nic (fajnie brzmi:)) tak do zarzucenia na szybko. Oczywiście wykupuje promocyjne kardigany-mój nowy łup za 20 zeta jest pudrowo-różowy-ale chodzi mi o bluzę konkretnie. Kupiłam jedną w cudnym kolorze i kroju w zeszłe lato, ale ma taki napis-który niektórzy, niestety źle tłumaczą, wiem, bo czytałam w necie. Ale kupiłam bo piękna jest i coś naszyję, skoro już wiem, że potrafię:) 
 Ostatnio moja koleżanka z przyjaciółką założyły bloga, fajnego, życiowego,  inspirującego-Boginie Przy Maszynie- i tam zrobiły bluzę fajną ze zwykłej bluzy. Ja niestety od wielu lat mam manię kupowania rzeczy, po to, aby przerobić. Takie rzeczy potem u mnie leżą, latami dosłownie, bo szkoda mi ich wyrzucić. Ale jakoś o bluzie nigdy nie myślałam,  a faktycznie podobne teraz są w Zarze czy innych "wiodacych" naszych wyroczniach.Pojechałam do sh na łowy kratek na aplikacje, a znalazłam bluzę w kolorze cudnym, z okropnymi ściągaczami, wstrętnym emblematem, ale poza tym bez wad:) Pomyślałam o blogu dziewczyn i postanowiłam przerobić. Upitoliłam ściągacze  wywinęłam brzegi i przeszyłam a potem na emblemat naszyłam kawałek swetra. Średnio wyglądało, więc ze ściągacza zrobiłam serduszko i przyszyłam na łatę ze swetra. Nie muszę dodawać chyba, że oba materiały są chyba najmniej wdzięcznymi do szycia-rozciągają się, rozłażą, wysysają ostatnie pokłady cierpliwości, ale dałam radę. Nie jest idealnie, ale jak to się mówi, z daleka nie widać:)Bluza bardzo mi się podoba. Na pewno będę ją nosić, od razu pomyślałam oczywiście o tym, aby je zacząć-obok poduszek- "produkować". Tylko że znając moje szczęście, nikt by nie kupił. Osobiście mam jeszcze białą do przerobienia i mam już na nią pomysł.
Bardzo mi się też podoba, takie sportowe wydanie moje:) Okulary są na nosie, bo jestem przeziębiona, mam oczy zmęczone, zaczerwienione i ogólnie do bani. Więc zakryłam. Buty z Centro-15 zł kosztowały w sumie i z zaskoczeniem stwierdziłam, że wygodne wielce, nie ślizgają się, ciepłe i całkiem urodziwe. Mają wywijane futerko. Latem do takiego zestawu na wieczorny letni spacer( rany, nie mogę się doczekać już) będę miała podwinięte spodnie i jakiś klapek cudny pewnie:) 
Ach, ile radości z takiej przeróbki:)
Ps. na zdjęciu z tyłu widać co mam odchudzić-he,he:):):)




czwartek, 24 stycznia 2013

Moje rękodzieło:)

No właśnie, mój blog zmierza w jakimś nieznanym kierunku. Dryfuje sobie, jakby specjalnie zszedł z kursu, znudzony moim lenistwem, nicnierobieniem, i machaniem ręką na wygląd. Podejrzewam, że nie potrafi długo w jednym miejscu wytrzymać po prostu. 
A może to  nie fashion is my passion?
Ale przecież kocham fashion! 
Ale może bardziej na innych niż na sobie?
 Ależ skąd! Kocham się pięknie, modnie i oryginalnie ubrać! 
No to o co kaman? 
O zimę. Zimą mi się nie chce, nie pracuję, więc co widać zimą na zewnątrz? Kurtkę, czapkę lub beret, kawałek spodnia, but. Pod spodem mogę mieć wszystko, nawet piżamę, co tez mi się zdarzyło nieraz jak szłam do sklepu rano, a nawet w południe w tzw. "piżamowy" dzień. Macie takie dni? Ja mam, i uwielbiam piżamowy dzień całą rodzinką, łazimy w piżamach, nie składamy kanapy w salonie, jest mięciutko, przytulnie. I nawet jemy siedząc na łóżku i oglądając telewizję.Dzieci nie, one nie umieją się bawić w ładne jedzenie, one muszą kulturalnie:)Ale mogą być w piżamach oczywiście.
Z mojego bloga muszę wydzielić posty, które chyba będę robić na temat mojego szycia.
Ale muszę obcykać jak to zrobić. 
Jak to zrobić?
Wy tak macie, widziałam. Ładnie poukładane, porządek jest. Mam jeszcze wiele planów na to, aby podzielić się tym, co mnie zachwyca we wnętrzach  Dotychczas tego nie robiłam, bo jest tyle blogów na ten temat, właściwie czasem jeden pokazuje, co drugi wypisuje:) Ale co nowego można wymyślić? A potem pomyślałam , że skoro ja korzystam z tego, co ktoś inny pokaże, to może
jest sens szukania i pokazywania tego co ja uwielbiam? Może ktoś zobaczy coś, czego szukał a nie mógł odnaleźć? 
Przecież to mój blog, co z tego, że miał być o czymś innym, może być przecież o wszystkim, bo ja niezmiernie wszechstronny człowiek jestem:)
Ten post będzie o moich nowych poduszkach. Nie dla mnie, uszyłam je na sprzedaż, choć przyznam, ze strasznie mi się podobają, ale nigdzie mi nie pasują. Już nawet myślałam  że pewnie zrobię tez dla siebie jakieś, na zmianę klimatu czasem. Ale za dużo też nie mogę, bo gdzie to trzymać.
Moje poduszki i inne rzeczy, można kupić na DaWandzie, albo jeśli komuś np. strasznie by się spodobały i chciałby kupić ode mnie bezpośrednio to zapraszam.Dla Waszego bezpieczeństwa mogę też wystawić na allegro. Mam nadzieję, ze pomimo różnorodności tematycznej, jaka się zacznie pojawiać, moje "stare" koleżanki mnie nie opuszczą, natomiast znajdę także nowych czytaczy:)
Z pewną nieśmiałością, jaką grzeszę od zarania-zaczęłam się też odsłaniać na FB. Naprawdę, bardzo bym chciała zarabiać na swoim szyciu-choć słowo "zarabiać" jest jakby ciut na wyrost na razie-a bez pomocy świata i FB ani rusz:)



sówka jest jedna, dwustronna.