Translate

wtorek, 30 października 2012

But, jaki jest-każdy widzi...

Są osoby, które patrzą od razu na buty, nie na buzię, nie w oczy ale na buty własnie:) Bo to niesamowicie ważna rzecz,  podstawa, na której cała nasza sylwetka albo zyskuje albo traci. Tak sadzę. Nie należę, do osób, które patrzą od razu na buty, ale w końcu zawsze do nich dotrę:) Wydaje mi się, że nieodpowiednimi butami potrafimy zepsuć całą pracę włożona w to, co powyżej. Dotyczy to zwłaszcza osób, które nie należą do szczupaków, mnie to dotyczy na przykład. Nie umiem na siebie patrzeć, kiedy mam na sobie złe buty, ponieważ wyglądam groteskowo.I nie mam tu na myśli tego czy są skórzane, czy z eko, raczej mam na myśli obcas nieodpowiedni lub podeszwę i kształt. Uważam, że osoby o większej sylwetce nie powinny nosić cieniutkich szpileczek ze zwężanymi noskami, obcisłych kozaków nie dopinających się na łydce i takich tam cudów. To naprawdę źle wygląda, większa sylwetka potrzebuje większego buta, żeby jakoś proporcje zachować, źle mi się patrzy kiedy widzę puszystą osobę, która idzie i kolebie się na cieniutkim obcasiku, zwłaszcza że często jest on wykrzywiony.Zwłaszcza, że wiem o ile lepiej ta osoba wyglądałaby w buciku na słupku np. Nie będę się tutaj mądrzyć strasznie czy pisać innym jak powinni się nosić.Jak zwykle tylko na swoim przykładzie, pokażę co sądzę:) Jakoś nas zima zaskoczyła znienacka i trzeba było wyciągnąć kozaki. Super sprawa jak dla mnie, bo akurat mam nowe, kupione w zeszłym sezonie już na sam koniec.Z ich zakupu jestem bardzo zadowolona, bo szukałam kozaków naprawdę długo, a 80% z nich nie dopina mi się na łydce, 50% strasznie obciska w kostce, pytam się więc dla kogo te buty są szyte? Przecież moje nogi nie są strasznie duże, łydki nie są bardzo grube a kostki jednak szczuplejsze niż kolana-skąd więc problem?Może producenci uważają, ze śliczne kozaczki, zgrabne kozaczki mogą nosić tylko szczupłe osoby?Nie wiem, naprawdę, ale to denerwujące. Moje kozaki są takie jakie sobie wymarzyłam, rude, na obcasie ale niewielkim, wysokie i szerokie na tyle, że wejdzie tam nogawka. Znalazłam je w chwili, kiedy już ciągnęłam męża za rękaw aby wracać do domu, na zakupach byliśmy już długo, obeszliśmy chyba z 15 sklepów(serio-najpierw hipermarket a potem fashion house) i miałam dość. Byłam sfrustrowana i zniechęcona.Dzieci za pół godziny powinny iść spać a my nadal w sklepie, dla mnie to wielki stres.Ale weszłam dla świętego spokoju a one tam były! Stały sobie w swojej rudości cudnej, rozmiar ok, cena do wzięcia a jeszcze drugie buty do tego za 9 zł:) Cudownie! Choćbym nie chciała, wierzę, ze coś nami jednak kieruje, miałam tak z poznaniem męża swego, ze sprzedażą mieszkania, z zakupem nowego.Dużo by pisać:) W każdym bądź razie, wracając do tematu, moim zdaniem buty mnie wyszczuplają. Nie tak dosłownie, jednak ich fason sprawia  że moja góra wydaje się być mniejsza. Gdybym miała na nogach kozaczki na cienkim obcasiku z wąskim noskiem-to czułabym się źle. Ale dobrze bym wyglądała też w kozaku na słupku wysokim, z normalnym, nie zwężanym przodem. Zazdroszczę posiadaczkom szczupłych łydek, nawet nie wiedza chyba jak wiele przeszkód ich nie dotyczy:) Zdjęcia w plenerze-wreszcie wyszłam z domu-hurra!! Kurteczka w kolorze butelkowej zieleni, męska ale za 19 zł z Auchan.Jest w sumie taka jak te w sieciówkach, ale znacznie tańsza. Chciałabym tez zwrócić uwagę na sówkę, o której wspominałam w poprzednim poście  Dostałam ją od sympatycznej Kasi, w dodatku z urodzinowymi życzeniami:) Sówka jest cudowna i mam nadzieję, będzie przynosić mi szczęście:) Fryzura mi nie do końca odpowiada, ale wyjście było na szybko i tyla. Bardzo Wam zazdroszczę  tego, ile potraficie ślicznych zestawów pokazać i jak często. Zazdroszczę, też z tego powodu, że ja pokazując cokolwiek-czuje po prostu głupio. Ale to cała ja, naprawdę.Wychodzę z założenia, że skoro ja się źle czuję w jakiejś roli, to znaczy że nie jestem do tego stworzona, nie przeszkadza mi to jednak zadręczać się tym , że też bym chciała:)










piątek, 26 października 2012

Wyróżnienia:)

Dziękuję za życzenia wszystkim:) To bardzo miłe. Dzieciaki już lepiej, choć młodszy nadal cierpiący, ale udaje mi się już coś przemycić do jedzenia i namówić do picia.Co za syf ten wirus, mówię Wam, cała malutka buzia w środku w takich rankach:( Przez 3 dni zjadł tyle co czasem na śniadanie , więcej wypił ale też malutko. 
A teraz coś, czego nie zrobiłam wcześniej. Mianowicie dostałam wyróżnienia od dwóch Kochanych Dziewczyn, za co bardzo im dziękuję:) Zabawa zabawą, ale jak już wspomniałam przy innej okazji, najmilsze jest to, ze ktoś o nas myśli:)Wyróżnienie dostałam od niesamowitej Ani, która częstuje nas pięknymi zdjęciami siebie i miejsca w którym mieszka, a także kawałkiem świata zupełnie innego niż nasz oraz od równie niesamowitej Agnieszki, nazywanej przeze mnie Fioletową Agnieszką, której mądre posty trafiają w samo serce, a ona na dodatek okrasza je interesującymi zdjęciami oraz własnym wizerunkiem w fajnych ciuszkach:) Teraz powinnam napisać 7 rzeczy o sobie, ale nawet  nie wiem co .Jednak przekażę wyróżnienie osobom, które wg mnie zasługują a jeszcze ich nie znałam, lub nie doceniałam przy poprzednim wyróżnieniu:)
1.Ania-do której uśmiechnął się Richard Gere, i która lata z aparatem po ulicy i robi ludziom zdjecia-że jeszcze jej nie złapali to cud:)Albo szybko biega:)Druga wspaniała rzecz, jaką robi Ania to filcowe cuda do ubrania-sama bym chciała takie mieć.
2. Kasia-która dziubie śliczne małe uprzyjemniacze czasu, oraz szyje piękne ubrania dla siebie.Wygrałam u niej słodką sówkę, i już nie mogę się doczekać aby ja zaprezentować, ale to musi być specjalna prezentacja,  więc czeka na swój czas:)
3. Ania znów-za skromność i podskoki w deszczu:)I za dzielenie się holenderskim życiem:)Za coś ujmującego, czego nie da się określić tak ot.
4. Angua-za styl, który mi się bardzo podoba, a który gdzieś kiedyś po drodze zgubiłam i nie umiem go odnaleźć i za niesamowite, piękne zdjecia przyrody, tak piękne ze aż chce mi się biegać po lesie, który pokazuje:)
Jeśli macie ochotę-wklejcie sobie ten miły znaczek:) Jeśli macie ochotę-napiszcie coś o sobie. Jeśli macie ochotę-przekażcie je komuś:)
Pozdrawiam, wracam do małych urwipołciów:)




niedziela, 21 października 2012

Sieciowy ekshibicjonizm

Z różnych powodów ludzie zakładają sobie blogi. Kiedyś pisało się pamiętniki, skryte przed światem,  przed Przyjacielem, przed najbliższą osobą. To były nasze myśli, do których nikt nie miał dostępu. Tylko my.
O jednych rzeczach plotkowało się z Przyjaciółkami a inne zachowywało się dla siebie. Reserved. Teraz zakładamy blogi, w których dzielimy się prawie wszystkim.Tak się jakoś porobiło. Sama często zastanawiałam się nad tym dlaczego mam bloga? po co mi on? co mi daje? czy nie zrezygnować lepiej z jego prowadzenia? Bliska byłam rezygnacji już wiele razy, bo różne mną miotają uczucia. Zwłaszcza, że czasem po prostu czasu brak a wyrzuty sumienia mam, bo moje małe grono Koleżanek po prostu czeka na to co ja napiszę, tak jak ja z niecierpliwością czekam na to co one napiszą i pokażą:) Po takim zastanawianiu się nad tym "dlaczego?"-doszłam do wniosku, ze zastępuje mi to w jakimś stopniu spotkania z Przyjaciółkami. Rozmowy o tym co sobie kupiłyśmy, co zrobiłyśmy, co myślimy. Kiedyś, jak to mówią starsi "za panny", z moją Przyjaciółką rozmawiałyśmy o wszystkim i bardzo często, każda z nas była sama, chodziłyśmy 3 x w tygodniu na fitness, razem na zakupy, w weekend do klubu, przychodziłyśmy do siebie, jeździłyśmy razem na wakacje. A potem pojawił się mój wymarzony i ja nie miałam już tyle czasu. Starałam się wszystko pogodzić, ale nie da się utrzymać bliskich i częstych kontaktów ze wszystkimi. Kiedy zamieszkałam z przyszłym mężem, to już w ogóle się urwało. Teraz nasze spotkania są najczęściej raz w miesiącu  a i to optymistycznie. Każda ma własne życie, ja mam małe dzieci i to już nie jest to samo. Nie ma z kim pogadać, o tym co się podoba, co sobie kupiłyśmy, co wynalazłam w sh (z nas 3 tylko ja tam kupuję:)), nie ma na to czasu. Zwłaszcza, ze przysłuchując się rozmowom nie tylko naszym, zauważyłam, że tak naprawdę nigdy człowiek nie może się wypowiedzieć do końca, ponieważ zawsze ktoś, kto jak najszybciej chce coś wtrącić, przerywa nam. Tak jest, ja tez tak mam, trudno mi czasem wytrzymać, kiedy jestem przekonana, że własnie w tym momencie muszę TO powiedzieć, bo potem straci sens. No więc, nie wyobrażam sobie, abym miała czas powiedzieć na naszych rzadkich spotkaniach wszystko to co bym chciała.No i , jak już kiedyś wspominałam, wolę pisać niż rozmawiać, zawsze wolałam, to się wydaje teraz  zabawne, ale moja nieśmiałość sprawiała, ze nie umiałam rozmawiać przez telefon, ba, nie umiałam załatwić wielu spraw wymagających rozmowy. Tyle o moich powodach(chyba). Tu na blogu, mogę sobie napisać co bym chciała, , i kto chce to przeczyta, a kto nie chce nie musi. Kiedyś dzieliłyśmy się nowościami we własnej szafie z Przyjaciółkami, teraz nie ma czasu na to. A kobieta potrzebuje:)Dlatego tez powstają blogi modowe sadzę, Dziewczyny pokazują, co sobie kupiły, z czym to zestawiają, jak w tym wyglądają, czy dobrze czy niedobrze leży. A więc mamy blogi modowe, są też takie gdzie ludzie nie zrozumiani gdzie indziej wyrzucają jad, który się w nich zbiera, wściekłość na świat cały, na rząd, na czasy, na ludzi. W porządku, mają potrzebę to wszystko powiedzieć, tak jak dziewczyny mają potrzebę pokazać nowe ciuchy. Po to są blogi, ale czy blogerki modowe piszą elaboraty na temat innych blogów ubliżając im?Nie. A ile powstało już postów na tych innych blogach, na temat modowych blogerek własnie? Mnóstwo, i nie spotkałam się z żadnym pozytywnym.A to przecież taki sam sieciowy ekshibicjonizm . Jedni pokazują co noszą(nie tylko Panie), drudzy pokazują co czytają, następni pokazują co szyją, tworzą, jak mieszkają, gdzie podróżują, jak wychowują dzieci, co pięknego zobaczyli na spacerze. I mnie się to bardzo podoba, że jest takie miejsce, gdzie można się tym podzielić. Bo czy nie jest tak, że jak się czymś zachwycimy to chcemy to pokazać całemu światu?Bo ja lubię oglądać fajne ubrania, lubię czytać co ktoś ma ciekawego do powiedzenia, uwielbiam oglądać wnętrza oraz to co ktoś potrafi wyczarować z kilku kawałków materiału. Staram w miarę możliwości i czasu, obejrzeć wszystko co chcę, i napisać komentarz, choć czasem mam problem, widzę kogoś i myślę "jak ona ślicznie w tym wygląda!", ale nie mogę tego napisać, bo ona nie chce abym tak napisała, bo myśli , że napiszę tak tylko po to aby zostawić odnośnik do własnego bloga. A to nieprawda. Nie zawsze potrzeba wielkiego słowa, aby wyrazić swój zachwyt.
Wracając do sieciowego ekshibicjonizmu, wydaje mi się że internet, to miejsce do pochwalenia się swoja pasją. To spełnienie wewnętrznej potrzeby pokazania światu tego, z czego jesteśmy dumni i zadowoleni, co potrafimy i co myślimy. Pisarz pisze książki, żeby je wydać i cieszy kiedy ludziom się podoba. Malarz maluje, i jest szczęśliwy, kiedy uda mu się zrobić wystawę na która przyjdzie dużo ludzi.To samo z fotografami, rzeźbiarzami.Wszyscy, którzy robią coś co lubią, starają się tym podzielić z innymi ludźmi, a teraz jest możliwość robienia tego bez nakładu kosztów, w sieci. I wydaje mi się, ze jeśli ktoś bierze za to pieniądze, jego pasja nie staje się przez to mniej ważna. A niestety, mam wrażenie, że w Polsce skrzypek ma    talent i wdzięczność tłumu, dopóki pozostaje na ulicy i zbiera do futerału.Jak go ktoś, nie daj Boże, wyniesie na salony to w wielu polskich sercach, nie ma tam już dla niego miejsca, bo on ROBI pieniądze.Ale to temat rzeka i nie czas o tym pisać.
Pytanie, jakąż to ja mam pasję, którą tak strasznie chcę się w sieci podzielić pozostanie raczej bez odpowiedzi. Bo ja nie mam żadnej pasji i mam ich wiele. Wszystko na raz:)I lubię pisać. Kiedyś mi się marzyło pisanie artykułów do gazet takich lifestyle'owych, ale jakoś nigdy nic z tego nie wyszło.No wiec tu sobie pisze teraz. To taki mój osobisty sieciowy ekshibicjonizm:)


a tu proszę, dzielnica w rozbiórce, strach chodzić w biały dzień, ale futro ktoś wyrzucił:) Bardzo mi się spodobało, bo to niezły kontrast.Chciałam zrobić zdjęcie z przodu ale ilość nawozu na trawniku mnie zniechęciła.

a tu fajna koszulka, była naprawdę ślicznie uszyta:)


wtorek, 16 października 2012

Karty Vipowskie, Członkowskie i Newslettery

Niestety nie wiem dlaczego, ale zupełnie nie miałam weny ostatnio.Jak pisałam poprzednie posty, następne już kłębiły się w mojej głowie i musiałam  się wstrzymywać, żeby nie pisać posta dzień po dniu bo wydawało mi się to za często.Teraz, jak mam już dosyć długą przerwę-w głowie pustka. Jesień? Chandra? Brak chęci? Nieee, chęci są na pewno, tylko jakoś głowa nie ta. Może dlatego, że jak świstak siedzę i zawijam chrupki w sreberka?A właściwie w jedno sreberko, serio, mój Ma wymyślił sobie, że je cukierki(jedząc chrupki), znalazł sreberko i każdego zjadanego chrupka, najpierw przynosi do mnie, ja zawijam go w to sreberko, potem on biegnie krzycząc" oooo, ale piękny cukierek!", siada na kanapie, rozwija i zjada. I tak w kółko aż do końca chrupek w miseczce.Rozwijające:)Na razie jest spokój więc ja siedzę i piszę.Siedzę i staram się przezwyciężyć wszechogarniającego mnie lenia oraz nagłe porywy każące mi zacząć coś i oczywiście nie skończyć.A piszę o różnych bonusach w postaci kart ze sklepów, zapisach do newsletterów i kartach vipowskich. Często się bronimy przed zalewem maili tej treści, kasujemy wiadomości zanim zostaną przeczytane, albo też z góry są one przekazywane do kosza ze spamem. Odmawiamy też miłym ekspedientkom w sklepach, kiedy przy zakupie pożądanego ciucha, wciskają nam do rąk formularz zgłoszeniowy.Ja kiedyś też tak robiłam, nie mam do wydania góry pieniędzy i sądziłam, że takie akcje nie są dla mnie.W sumie niepotrzebnie rezygnowałam, okazuje się bowiem, ze wcale nie trzeba mieć góry pieniędzy ,aby móc sobie kupić jakiś modny ciuszek w dobrej cenie.Wszystkim znana jest na pewno karta Orsay. Zbiera się na niej punkty, fakt, tylko raz dostałam bon za punkty i to tylko dlatego, ze z okazji urodzin kupiłam sobie futerko w pełnej cenie-jak nigdy.Ale poza zbieraniem punktów, dostaje się bon na urodziny, raz w roku ale lepiej raz niż wcale prawda? Są też rabaty %, całkiem fajne bo 30%, ale do wykorzystania tylko przy nowych kolekcjach, więc nie dla mnie, ja jestem łowcą okazji:) Jestem zapisana też do Cache-Cache, do Mohito, Cubusa i do Takko Fashion.Ta ostatnia marka ma najwięcej do zaoferowania, bo kilka razy w roku mają rabaty do wykorzystania, i w dodatku łączą się one ze sobą, czyli aktualny rabat jest do wykorzystania również na już przecenione kolekcje. Także oferta prospektowa jest bardzo atrakcyjna, bo zwykle rzeczy w niej są o ok.50% tańsze, niż w potem w regularnej sprzedaży. Często korzystam z ich propozycji, jeśli nie dla siebie to przynajmniej dla męża czy dzieci.Bo nic nie irytuje mnie bardziej, niż wielka cena pary malutkich portek, które w dodatku zaraz zrobią się za małe.Różnego rodzaju newslettery również oferują nam  wiele akcji, choćby konkursowych. Nigdy nie wygrałam wielkich rzeczy- niby wszystko przede mną, choć osobiście nie wierzę- ale małe rzeczy owszem,zestaw szamponów, zestaw kosmetyków, zawsze to mniej kasy do wydania na te akurat artykuły, które , jak dobrze wiemy, kiedy się kończą to wszystkie na raz:) W razie czego, do zbierania punktów można tez namówić rodzinę, będą nam nabijać nasze karty nawet jednorazowymi zakupami.
Jako bonusik ja w niebieskościach-całkiem niedawno jak jeszcze cieplutko było. Sweterek uwielbiam, wyglądam w nim gorzej niż Anja Rubik , ale to mi nie przeszkadza:)Do tego perełka z sh-kto nie kochał się w Shakin'ie Stevens'sie ręka w górę? Ups, to nie było dobre pytanie-większość z Was pewnie nawet nie wie kto to taki.Ale ja wiem, i baaardzo go uwielbiałam, zresztą do teraz jak słyszę go gdzieś to tak mi się rzewnie jakoś robi:)







poniedziałek, 8 października 2012

Firmoo Sunglasses In The Rain

Firmoo kolorowe każda z nas ma, mam i ja:) I owszem dostałam, ale nie żeby ktoś się do mnie zgłosił, za psincowa ja na to, ja sama się do nich zwróciłam i widać spodobał im się blog skoro postanowili ze też będę je miała. A co tam:)Osobiście pewnie bym nie poszła bo bym się wstydziła. Kontakt jest bardzo miły, bardzo szybki i ten podpis- Best wishes,Antonio :):):)A okulary są doskonałe, martwiłam się bo ja w sumie w niewielu okularach wyglądam dobrze, muszę mieć zakryte brwi, okulary nie mogą być za duże bo mam małą buzię(choć teraz ciut się zaokrągliwszy razem z resztą ciała) , no jednym słowem-trudne zadanie.Więc czekałam pełna obaw a one są doskonałe, nie tylko z wyglądu i wykonania, one są doskonałe do mojej buzi, świetnie siedzą na nosie(mam mały nos i okulary często mi się zsuwają), i świetnie trzymają się na głowie, nie zjeżdżają mi. No i cale są cudowne, kolor, połysk, szkiełka-oczywiście 2 etui-twarde i miękkie oraz zestaw naprawczy.Można sobie takie okulary zamówić na tej oto stronie http://www.firmoo.com/ i dla tych co kupują po raz pierwszy-okulary są za darmo, płaci się tylko za wysyłkę-http://www.firmoo.com/free-glasses.html, ale dla posiadaczy bloga są całkiem za darmo,i okulary i przesyłka.Trzeba tylko w zamian się w nich obfocić i pokazać co jest tylko przyjemnością, gdyż są one (te moje) wspaniałe. No i kolor taki mi akurat przypasował. Podoba mi się przygotowanie do zakupu tam, sa wymiary różne i parametry i można je naprawdę dobrze dobrać, a także przede wszystkim do każdego modelu można zobaczyć zdjecia blogerek w nich-dzięki temu widziałam ze moje nie są takie ogromne i nie będą za duże dla mnie.Czas mnie nie rozpieszczał i dopiero wczoraj mogłam zrobić zdjecia, nie chciałam zdjęć w domu, więc są bardzo nietypowe-na deszczu:)dziecka w aucie siedziały a mąż pstrykał-czułam się jak wariatka, w sklepie ludzie się patrzyli, na parkingu też, ja chciałam szybkie zdjęcie a mąż się zapalił do pomysłu i pstrykał.Straszne zamieszanie bo w sklepie dzieci biegały, nikt ich nie widział, ja z goglami na oczach ,mąż przy aparacie-a wokół same przyjemności- kryształowe lampy, kabelki, pracujący wentylator do którego można tak wiele rzeczy włożyć-no żyć nie umierać, mówię Wam:)Ale się udało i w sumie zdjecia mi się podobają. No i mogłam się ubrać lepiej niż zwykle na zakupy-bo w sumie musieliśmy jechać na zakupy, bo goście przychodzili.I wypróbowałam przy okazji  nowe buty z sh, na 6 cm obcasiku po którym bolały mnie nogi-rasowa więc ze mnie Kobieta:)A teraz mnóstwo zdjęć i każde w okularach Firmoo- będą chyba moimi ulubionymi:) Nie mogę się doczekać większej ilości czasu aby pozaglądać do moich koleżanek-ale najpierw muszę uszyć zabawkę dla dzidzi na Florydę...



łapanie deszczu


no i już, jest deszczyk 


w stanie spoczynku:)


z aparatu w źrenicy:)


fototapeta raz


fototapeta dwa


ajć, takie piękne te lampy


taxi-fototapeta trzy



ta mi się spodobała mocno:)


a tu ja ale minę mam jak zadzior spod budki z piwem


piątek, 5 października 2012

Miami Beach South Beach

Właściwie samo Miami Beach i dzielnicę Art Deco zwiedziłam tylko z auta, czas nie pozwolił na więcej. Przyjechaliśmy do Seaquarium w Miami a przy okazji podjechaliśmy sobie na South Beach. Byłam z tego powodu bardzo szczęśliwa bo jakżeby inaczej? Przecież spacerowałam po plaży na której kręcono mnóstwo filmów i która jest najbardziej znaną plażą USA i nie tylko! Niestety nie zakosztowałam nocnego życia nawet w przelocie gdyż dzięcięcie me w domu czekało z utęsknieniem.Noc przed wycieczką oczywiście wyobrażałam sobie kogo to ja tam nie spotkam, ale nie spotkałam nikogo-taki los:)Musiało mi wystarczyć spacerowanie Ocean Drive i sama plaża.Plaża twarda jak droga, nie dziwie się ze tak auta po niej śmigają, a piasek bialutki, delikatny i dosłownie jak puder osadza się na nogach. Ale czuć Amerykę:)Do teraz pamiętam to uczucie, ze oto ja sobie chodzę po plaży jaką do tej pory oglądałam tylko w telewizji-to naprawdę coś niesamowitego i trudno to przekazać tak ubierając w słowa.Ocean Drive to po prostu film:)Dla mnie. Idę sobie , a tu przy mnie stoi samochód-ale jaki!No właśnie..he,he...nie wiem jaki:)Płaski, sportowy, mega wypasiony, czarny i błyszczący a w środku czarnoskórzy, obwieszeni złotymi łańcuchami faceci, muzyka na full, oczywiście odpowiednia-jeny, kompletny odlot. Restauracje i knajpki cudo, jedna obok drugiej, my skorzystaliśmy tylko z tej na zdjęciu, szczerze mówiąc, zrobiłam za mało zdjęć, mogłam zrobić więcej fotek ludziom którzy tam byli. Dużo więcej bo było co fotografować, ale człowiek traci głowę czasem kiedy spełniają się marzenia:)Ja w dodatku strasznie się przejmuję, że ktoś pomyśli-co ja mu zdjęcie pstrykam tak?Chciałam tych w aucie pstryknąć ale odwagi mi zabrakło:(Wzdłuż ulicy, ale już na terenie plaży masa sesji zdjęciowych w trakcie, oczywiście nie zrobiłam zdjęcia bo się krępowałam-ale obiecałam sobie że będę to nadrabiać następnym razem, na szczęście nie jest to niemożliwe a wręcz prawdopodobne.Na pamiątkę zakupiłam sobie ogromny plażowy ręcznik z napisem Ocean Drive Miami Beach South Beach więc pamiątka jest.Nie będę oszukiwać, ze kiedyś z lekka kpiąc, nazywałam amerykańszczyzną to co amerykańskie, uśmiechy, styl życia, ekscytacje wszystkim i różne inne rzeczy. Teraz mnie to zachwyca, i wcale się nie wstydzę przyznać do błędu.Ameryka mnie zachwyciła i bardzo mi odpowiada ta amerykańszczyzna:) Jakże nam daleko do tego ich optymizmu, uśmiechów własnie, podejścia do życia.Lecz wiadomo, co kraj to obyczaj, co ludzie to inna natura. Odzienie me skromne ale nie miało ono grać żadnej roli, właściwie wcale nie myślałam żeby wypaść jak najlepiej . Myślałam tylko o tym, ze tam będę:)



Buick:)




u Johnnego:)



  south beach z jednej strony

south beach z drugiej strony:)



 tej budki akurat nie widziałam ale plaża długaśna a my nie sami byliśmy i troszkę nas to ograniczało.To zdjecie z netu.


opryskana wodą przez delfiny, szkoda ze nie mam zdjecia po występie orki:)


zdjęcie dla synusia było zrobione