Translate

wtorek, 28 sierpnia 2012

Kryjące czary-mary

Takie czary-mary to po prostu poncho. kiedyś niekoniecznie nosiłam , ponieważ drażni mnie noszenie torebki na ramieniu kiedy mam na sobie poncho.Ale w zeszłym roku trafiłam na poncho wełniane w C&A za 9 zł a potem znalazłam to , które mam na zdjęciach w stanach i pomyślałam jak to będzie cudownie otulić się nim jak się zrobi chłodniej latem:) Zaraz stało się moje. Jest obszerne, cudownie przyjemne bo z bawełny jak bluza, ma fajny kaptur, kieszenie i przyjemny kolor.Można się otulić kiedy jest chłodniej a jest przewiewne, kiedy zrobi się cieplej. I sprawia, ze czuję się w nim bezpieczna, zakrywa pupę, pokazuje nogi dopiero poniżej bioder, wszystkie boczki, tłuszczyki zakryte:) Nie chodzi o to ze pełniejszy kształt trzeba zakrywać(nie ma powodu), ale chodzi o to poczucie bezpieczeństwa moje, czasem mam dzień, kiedy wszystko mi przeszkadza, we wszystkim czuję się nie tak jak bym chciała, wtedy zakładam poncho i jest super. I nie wiem dlaczego, ale uwielbiam ten kaptur z tyłu, niekoniecznie na głowie, lubię że tam się coś dzieje. Poncho jest obszerne ale nie wygląda jakbym miała na sobie za dużą kurtkę, za którą chciałabym się ukryć.

"dzianie się" z tyłu:)


z przodu, bo jakoś nie mam tak zdjecia:)





tył poncha-na mój tył nie patrzeć:)



piątek, 24 sierpnia 2012

Miami Art Show część 1

Miałam to szczęście i byłam tam:)Miami Art Show to impreza na której ponoć po prostu trzeba być.Wielkie artystyczne wydarzenie, na którym wystawiają się galerie z całego świata. Ja na sztuce się nie znam, coś mi się podoba albo mi się nie podoba w sumie, ale mój szwagier jest "branżowy" i dostał jakąś vipowską wejściówkę więc jak tylko się dowiedziałam,że jedzie to postanowiłam ze tez się zabierzemy. Gdyby nie on pojęcia bym nie miała o tym bo i skąd? Problem był z ubraniem, szwagierka mówi" tam się trzeba pokazać, po tam się jeździ, trzeba się ubrać ładnie", szwagier mówi" trzeba się ubrać wygodnie, będzie dużo chodzenia i zwiedzania", no i bądź tu człowieku mądry:)A to początek pobytu, ja jeszcze bez zakupów, z Polski niewiele wzięłam, aby wiele zabrać więc bluzkę w końcu pożyczyłam od szwagierki. Po raz pierwszy miałam na sobie ten kolor i bardzo się w nim wtedy zakochałam. Moja torebka zrobiona z kosmetyczki robiła za ten bardziej elegancki akcent:) Na miejscu okazało się, ze ludzie poubierani tak różnie i czasem w tak zwariowany sposób, ze byłam naprawdę grzeczna z wyglądu:)ogólnie sztuka była różna, przeważnie nowoczesna, troszkę tradycyjnej, niektóre rzeczy były dla mnie za bardzo udziwnione ale wiele było fajnych, choć jak wspomniałam, nie znam się za bardzo. Była tez galeria z Warszawy, ale mąż powiedział, ze nie było nic co by mi się spodobało, jakaś techniczna nowinka będąca sztuką, ja już nie szłam bo byłam bardzo zmęczona.W sumie z 4 wielkich pawilonów, zwiedziliśmy 2. Taki Art trwa tydzień, więc trzeba na to mniej więcej kilka dni poświęcić, ale my byliśmy uzależnieni od auta szwagra i jego wejściówki więc cieszyliśmy się tymi kilkoma godzinami. Najwspanialsze było to uczucie, ze ja tam byłam, wśród wszystkich nawiedzonych artystów, wolnych duchów i ludzi zewsząd:) czułam ze jestem obywatelką świata!Super:) A potem siedzieliśmy sobie w vipowskim sektorze z barem, do którego wchodziło się na specjalną kartę, a wpuszczali ochroniarze, siedzieliśmy  rozglądając się łapiąc sympatyczne uśmiechy i słuchając jak pobrzękują bransolety na nadgarstkach wystrojonych kobiet:)Naprawdę miło czegoś takiego doświadczyć. Naoglądałam się, nachodziłam, nawdychałam światowej atmosfery i jak zachwycone dziecko zbierałam ulotki, karty i foldery z galerii.Niektóre są tak piękne ze mam zamiar zrobić sobie własną mini galerię. Jak to ja, krępowałam się na początku bardzo,ale potem powiedziałam sobie-kto mnie zna? kiedy będę miała okazję wziąć taką kartę ponownie?Być może nigdy i ruszyłam do boju:)Zdjęć mam troszkę(a to i tak tylko wybrane), dlatego chyba podzielę je na części, mam nadzieję że z przyjemnością sobie popatrzycie.

Przed wejściem



zdjęcie poniżej, to zbliżenie wnętrza pudełka, pudełko o wymiarach  +/- 20 cm, miało z przodu małe okienko, ok 2/2 cm i patrząc przez to okienko można było zobaczyć taką np. scenę która urządzona była w środku-niesamowite prawda?Pod wodą jak widać jest człowiek! I te skały, to wszystko wyglądało jak prawdziwe.


prawdziwe dredy:)


to tez fajne, ludzie to laleczki po prostu, ale wygląda super:)


to eksponat z Nowego Jorku, a dziewczyny na stoisku były polkami:)

motor zrobiony cały z cieniutkiego drutu




w środku są pigułki-kapsułki


obrazy z takich małych bezpieczników-(przewodników?)-tak się to chyba nazywa


niezwykle realistyczne rzeźby


ręczne robótki:)

  
obraz ze zdjęć słońca


obraz z dyskietek

dla prawdziwych Kobiet:)


kawkę ze Starbucks'a kocham a w takim kubku to już marzenie:)

  i do następnego pawilonu



środa, 15 sierpnia 2012

Chwalę się:)

To bardzo przyjemne wygrać na równi z profesjonalna stylizacją. Naprawdę bardzo się cieszę i zapraszam do poczytania bloga Pani Krystyny.Po pierwsze, ma ładne stylizacje(na drugim blogu do którego odnośnik jest na blogu podanym przeze mnie), po drugie  jest szczera, wobec siebie i wobec innych również. Myślę, ze jeśli ktoś chciałby zasięgnąć rady dotyczącej ubioru, może być pewien fachowej opinii. Pozdrawiam i raz jeszcze głośno krzyczę"Hurrrrraaaaaa":):):)


Ps. sorki za ucięcie stóp-nie umiem robić printów:(






środa, 8 sierpnia 2012

Zakupy w Juesej

Jak już wspominałam wcześniej, USA to doskonałe miejsce na zakupy. Ja byłam tylko na Florydzie, ale to chyba jeszcze bardziej sprzyja zakupom bo jest cieplutko, słonecznie, palmy wokół a mall'e są przepieknie urządzone i zaaranżowane. 
Poza właściwie nieustającymi wyprzedażami,codziennie są do dyspozycji  w gazetach kupony. Więc co rano, przy kawce przeglądałyśmy gazety i wycinałyśmy-kup jedno, dostaniesz drugie za darmo, wydaj 25$ a dostaniesz 10$ off,  lub tego typu konfiguracje. Co najważniejsze, większość tych promocji łączy się ze sobą. W czasie mojego drugiego pobytu byłam już bardziej obeznana, więc też bardziej się nalatałam, ale było bardzo przyjemne latanie:) Przykładowo w Macy's, wydaję 25$ i dostaję 10$ off więc zakupy kosztują mnie 15$. Ale to nie wszystko. Bywają jeszcze dodatkowe kupony dotyczący tego dnia na 20% obniżki.Biorąc pod uwagę to, ze kupuję i tak rzeczy już przecenione, wszystko wychodzi naprawdę bardzo tanio. Czasem zniżki są razem, czasem albo jedna albo druga.Wymaga to oczywiście dobrego liczenia. Najlepiej na kartce bo można się szybciutko pogubić. A niektóre rzeczy są np.nie przemetkowane więc najlepiej wszystko sprawdzać w czytnikach.Ostatnio kupiłam rybaczki dżinsowe DKNY za 6$ a na metce nie było nowej ceny, być może się oderwała po prostu.
Bywa tak, ze nic nam nie leży, albo nie mamy już siły szukać. Wtedy można kupić cokolwiek, aby sie zmieścić w cenie i wykorzystać kupon, a potem to po prostu zwrócić bez problemu. Nikt nam nie każe oddawać innych rzeczy, na które wykorzystaliśmy rabat. Fajnie prawda?Raz nawet oddawałam rzeczy aby kupić je w innej kombinacji, bo zostawić chciałam sobie tylko dżinsy, i jak kupiłam za pierwszym razem to dżinsy kosztowały mnie 12 $ a za drugim razem, jak pozamieniałam te inne rzeczy, to po zwrocie dżinsy zostawały u mnie za 8$:)Jest to tylko czasochłonne. Moje ulubione sklepy tam to Macy's, JcPenney, Target. JcPenney to nic ekskluzywnego, Target też, ale w Macy's są marki na które mnie stać bo są za drogie po prostu.Ralph Lauren, Calvin Klein, Michael Kors, BCBGMAXAZRIA, i inne. I na te marki też można wykorzystać kupony, choć nie zawsze, ale można:) To przyjemne, bo normalnie trzeba wydać na takie ciuchy dużo pieniędzy. Jak dla mnie to męczące jest to że każda marka ma swoje wieszaki "sale" w swoich zakątkach, niby to normalne, ale marek jest tyle że naprawdę trzeba się nabiegać. Kiedy szukałam torebki, musiałam obejść wszystkie marki a nie np. jedno stoisko z torebkami różnych marek.
To nie wszystko:)
Ceny się obniżają tydzień po tygodniu i czasem dzień po dniu-dosłownie. Poza tym, ze oddaję rzeczy, których nie chcę, a kupiłam by wykorzystać kupon, oddawałam rzeczy kupione bo mi się podobały, ale np. za 2 dni cena się obniżyła znowu, więc oddałam i kupiłam ponownie taniej. Tak też można. Wymieniałam tak kilka bluzek oraz sandały. Oczywiście, wszystko musi być nowe i z metkami kiedy oddajemy.I trzeba uważać, bo może się zdarzyć, ze oddamy rzecz kosztującą 10$,( ale po wykorzystaniu kuponów kosztowała nas 6$), przeceniona została na 7$ i zostaniemy w ręce z droższą rzeczą, oczywiście tę rzecz też możemy oddać ale na pewno nie kupimy jej z powrotem z kuponem, chyba że nowym.Szczerze mówiąc, zaspokoiwszy swoje potrzeby zakupowe, należy wziąć na luz, bo inaczej dzień w dzień można spędzać w sklepach , kupując, wymieniając i przeliczając.Jest nawet taki program "Łowcy promocji" czy jakoś tak. Był tez artykuł u nas na temat tego że z powodu kryzysu gazety zwiększyły nakłady bo ludzie kupują gazety ze względu na kupony własnie.Dla biednych ludzi to czasem jedyny sposób na posiadanie czegokolwiek, ale dla mnie to po prostu super okazja co jakiś czas.Zwłaszcza, ze ja przeliczam wszystko na nasze ceny, nasze zarobki. W Stanach można też kupić książkę z kuponami na cały rok. W zależności od ilości kuponów, kosztuje 9 $ albo 25 $, takie widziałam ale są na pewno tez inne. To popularny prezent.Już za pojedynczy czasem kupon, koszt książki się zwraca.Kupony dotyczą różnych rzeczy, wejść do zoo, na imprezy, zakupy, restauracje, muzea. Będąc w parku safarii w 4 dorosłe osoby i 2 dzieci, zapłaciliśmy tylko za 2 osoby dorosłe i 1 dziecko. A kiedyś jadłyśmy bardzo przyjemny lunch, super sałatki z kurczakiem, wielkie i drogie, ale płaciłyśmy tylko za 1:)
Jak wspomniałam ja kupowałam przede wszystkim w tych sklepach powyżej, ale czasem bywałam też w innych, w takim mall'u jest tyle sklepów że trudno nie wejść:) Byłam też tam w H&M, przyjemnie było mi zobaczyć ze ciuchy jak u nas i rzeczy jak u nas. I ceny też-sweterek który u nas kupiłam za 39 zł, tam kosztował 9,99$. Kiedy otworzyli u nas GAP'a zadziwiły mnie ceny, nie dość ze zarabiamy dużo mniej to ceny są dużo wyższe niż w Stanach.  Bardzo niesprawiedliwe.Do sklepów, przy których jestem na zdjęciach, tylko zaglądałam. Nikt mnie nie nagabywał, nie czułam się nieswojo i nie na miejscu-ale nie wiem kiedy będzie mnie stać na zakupy tam...
W każdym z "moich" sklepów są tez rzeczy do domu, mnie bardzo się podobają rzeczy w Targecie, i nie są drogie, w Macy's zakupiłabym coś z kolekcji Marthy Stewart ale porcelana jest ciężka, a ja zwykle i tak pakuje się do granic wagi. Aaaaaa..., zapomniałabym o Dillards'ie. Tam jest masa pięknych rzeczy i oczywiście są kupony, obniżki i wszystko to co zakupoholiczki i kobiety w ogóle kochają najbardziej:)Nie mogę się doczekać, kiedy znowu tam polecę. A następnym razem może coś pokażę, z najdroższej ulicy świata:)
Ps. na zdjęciu z manekinami-to wystawa Old Navy-jeden manekin jest mój osobisty:) Za każdym razem będę robić takie zdjęcie, są już dwa:) Ponieważ to były Święta Bożego Narodzenia-dodaje 2 zdjęcia ze stanowiskiem Świętego Mikołaja-były po prostu bajeczne!!!