Translate

niedziela, 30 grudnia 2012

Świąteczny przyodziewek.

W święta, wiadomo, choćby do własnego stołu i tylko wśród najbliższych z najbliższych, człowiek ma ochotę wyglądać pięknie. Ja też chciałam. Miałam róże plany, ale znalazłam cudo sukienkę koronkową
i to miał być prezent od mojej Kochanej siostry.Nie wyglądam w niej jak witka, ale ma cudowny krój, który nie podkreśla niczego czego nie powinien, długość strasznie fajna, ma zamki, które sprawiają, że jest ona taka też mniej uroczysta i jest ekstra, mega, super wygodna. Czułam się doskonale.
Jako ciekawostkę opowiem o świątecznej zabawie, jaką sobie wymyśliła rodzina szwagra na Florydzie.Otóż co roku jest organizowane rodzinne przyjęcie świąteczne. Rodzina zjeżdża się z całych stanów niemalże-z NY, z Georgii i nie wiem skąd jeszcze. Każdy wcześniej losuje nr-niekiedy mailowo. I każdy kupuje jeden prezent. na przyjęciu prezenty daje się w jedno miejsce i po kolei-wg nr-każdy wybiera sobie prezent. Potem przy wszystkich otwiera i pokazuje. Ale to dopiero początek. Każdy może zrezygnować z wybierania, i zabrać coś osobie, która wybrała coś wcześniej, a co mu się akurat spodobało.Wtedy osoba, której odebrano prezent-wybiera po raz kolejny, lub może też oczywiście komuś innemu odebrać prezent. ja o tych zasadach nie wiedziałam, przyszła moja kolej, szwagierka mówi że mogę wybrać, chyba ze coś mi się u kogoś spodobało. Więc mówię, ze okropnie się zakochałam w kocu, piękny, czerwony w kratkę, mega świąteczny  mega amerykański, z futerkiem. To szwagierka mówi, idź i odbierz. Ja się oburzyłam, jak to mam komuś prezent odebrać?!Z jednej strony pragnę, z drugiej sumienie i jakaś blokada przed takim działaniem. W końcu ta osoba sama mi dała ten prezent-jeszcze mnie pocieszając:) Ku mojej wielkiej radości.:)Potem jednak strasznie ten koc ściskałam, bo było jeszcze sporo osób i w każdej chwili ktoś mógł mi mój wymarzony koc odebrać. Na szczęście chyba dali mi fory:)Były rzeczy, które zmieniały właściciela po kilka razy dosłownie. W sumie fajna zabawa. Dla mnie nowość, ale myślę, że bym się przyzwyczaiła. To doskonały sposób aby nauczyć się traktować prezent jak trzeba-czyli każda rzecz cieszy, bo jest prezentem właśnie. Było dużo śmiechu i bardzo przyjemnie. Zawsze tez na tym przyjęciu wszystkie dzieci wspólnie śpiewają kolędę jakąś. Cudownie to wygląda.Baaaardzo rodzinnie. Pokazałabym zdjecia, bo są w przepięknym domu, ale nie mogę-nie mój dom, i nie chcę pokazywać osób bez ich zgody. 
Korzystając z okazji że jestem na kompie już-

Szczęśliwego Nowego Roku!!!!!!

dla każdego, dla mnie też, oby był lepszy a przede wszystkim, oby był zdrowszy, bo już wariuję ze strachu o dzieci, non stop kaszle okropne a wokół dzieci od znajomych z zapaleniem płuc:(

Moja sukienka




 mój kocyk odebrany na przyjęciu:)



środa, 19 grudnia 2012

Wielkie atrakcje w świąteczne wakacje!

Jak już wiadomo, ostatnie święta spędziliśmy na Florydzie.Jak już wiadomo, świąteczna atmosfera tam nie da się porównać, ze świąteczną atmosferą tu. No way. Ale wszystko ma swoje dobre strony. Na Florydzie było tak wiele świątecznych atrakcji, że choć skorzystaliśmy tylko z niektórych , to dla mnie i tak bardzo dużo. Fakt jest taki-będąc tu i szykując się do świąt, nie mam czasu biegać po wszystkich wydarzeniach jakie u nas są organizowane, nieważne czy dadzą się porównać z tymi w USA czy nie. Po prostu nie mam na to czasu. Tam nie szykowałam się sama, było nas 3, praca podzielona, nie było tyle roboty się co tutaj:) Ale tak to jest, jak się jest w swoim domu to nie ma tego czasu tyle, co wtedy, kiedy się jest u kogoś. Moja rodzina na Florydzie też nie biega na wszystkie imprezy tam, bo po prostu nie jest to dla nich takim "och!" jak dla nas:) My biegaliśmy:) Chronologicznie pewnie nie będzie, ale to bez znaczenia przecież. Najważniejsze jest to, jakie to dla mnie przyjemne wspominanie.

Od czego by tu zacząć, może od Expresu Polarnego? Wielka impreza w centrum West Palm Beach, Ci , którzy widzieli film lub czytali książkę, znają historię. Po przybyciu na miejsce z wielką radochą oglądałam ludzi, którzy byli po prostu w piżamach, no bo tak to własnie było, dzieci w piżamach były zabierane do pociągu.Centrum miasta i piżamy-bardzo mi się to spodobało. Było pełno elfów, pracownia Mikołaja, była gorąca czekolada z obowiązkową pianką, i wylosowaliśmy książkę "Ekspres Polarny" po angielsku of kors. Pooglądaliśmy wszystko, zjedliśmy, wypiliśmy, roznoszono mnóstwo słodyczy, było naprawdę świątecznie.A następnie przejechaliśmy się Polarnym Ekspresem owym:) Super było, tubylcy nie chcieli jechać, my garnęliśmy się do przeżycia dosłownie wszystkiego. Dostaliśmy bilety takie jak w filmie, wsiedliśmy, konduktor sprawdzał je i dziurkował tak jak w filmie i nawet był podobny do Toma Hanks'a:) Potem elfy rozdały karty z kolędami i śpiewaliśmy je na cały głos, bo inaczej konduktor krzyczał na nas:)Jechaliśmy przez miasto drąc pyski a ludzie nam machali i śmiali się do wtóru. Poważnie, dawno się tak czułam. Taka jakaś korzystająca, bez skrępowania, bo jest mi dane, bo mogę, bo jestem tu i teraz, bo może nigdy się już nie uda więc dlaczego nie. Powinnam zawsze mieć przy sobie, gdzieś na wierzchu, w magicznej kieszonce, takie własnie wspomnienie. I kiedy coś mi bez sensu psuje dzień  humor lub choćby jedną małą godzinę, ja wyciągam wspomnienie i ... pstryk... olśnienie.Cóż się takiego stało???  Więc jechałam tym ekspresem i darłam się  z innymi:) Potem dzieci już śpiące były, wiec zrobiliśmy odwrót, choć szkoda mi było, bo szykowano się do wielkiej dyskoteki na powietrzu, ulica zamknięta, głośniki na full...

Kolejną rozrywką jakiej doświadczyłam w iście amerykańskim stylu były zawody konne. Wiem,wiem, u nas też są, byłam, ale tam było jak w filmie po prostu! Palmy, słońce, ocean, komentarze po amerykańsku (uwielbiam amerykański angielski)-no bosko po prostu. Obok kiermasze i inne atrakcje np. wężyk maleńki:). 

Byliśmy też na takim wieczornym występie, zespól grał na estradzie wspaniałe przeboje np. Kiss-Prince'a, Ice Ice Baby-Vanilla Ice(strasznie mi sie podobał w młodości ))-wszystko skoczne, nogi same tańczyły. Moje dzieci tańczyły, ja tańczyłam i było pięknie. I spełniłam tam jedno z moich małych marzeń  a mianowicie zatańczyłam taki taniec, co się tańczy w szeregach, pamiętam, ze w podstawówce było to modne, ale w stanach tańczy się tak np. w klubach country, więc jak wokalistka zaprosiła wszystkich do takiego tańca, zeszła na parkiet to pomyślałam-teraz albo nigdy! I zatańczyłam, i było to super uczucie, to jednak jest zabawa świetna, wszyscy tańczą to samo, w fajnym układzie:)

Nie zabrakło też na szczęście absolutnie amerykańskiej parady świątecznej. Och, to też dla mnie prawdziwy symbol znany z filmów po prostu ,a być na takiej paradzie to strasznie fajne uczucie:) Ileż ludzie wkładają wysiłku w dekoracje swoich pojazdów. No i każdy tam sie stara jak najbardziej przygotować, orkiestry szkolne, cheerleaderki, kluby takie narodowościowe-no wiecie, np. są zdjecia Boliwijczyków  Ach jak pięknie to wyglądało, Boliwijki tez śliczne jak widać, ale mnie bardziej Boliwijczycy się spodobali-może przez te dzwoneczki, bo swoim tańcem z dzwoneczkami robi naprawdę fajny hałas, taki ze chciało się z nimi potupać.Coś pięknego!

Szczerze mówiąc, najchętniej pisałabym o tym jeszcze dużo, bo jest o czym pisać, ale ja nadal szyje i robię prezenty w każdej wolnej chwili, muszę się szykować bo kolacja jest u mnie, robię wielkie porządki w malutkich przerwach z wolnym czasem, i staram się zająć małego, który jest chory od tygodnia.
Szczerze mówiąc, najchętniej wkleiłabym tysiąc zdjęć, ale kto by to oglądał w takiej ilości?Postaram się to jakoś ograniczyć, żebyście nie zasnęli:) Mam nadzieję, ze znajdę jeszcze chwilkę aby napisać o naszych świętach tutaj, w końcu jestem tutaj i tu w większości je spędzam, Floryda to taka odskocznia:)

Pozdrowienia:)

Taką choinkę ubraliśmy, u mnie niestety nie mam tyle miejsca:)Na drabince mój Ma:)



Świąteczne domki:)




Parada:)









 Polarny ekspres-mamy mało zdjęć bo się bawiliśmy po prostu:)



Palemki na zawodach konnych:)Było naprawdę pięknie









Wspomniane atrakcje obok:)


a tu takie safari było i zoo razem, safari autem oczywiście ale miliony zdjęć mam i może kiedyś pokażę
  i żyrafunia mała:)




poniedziałek, 10 grudnia 2012

W tak pięknych okolicznościach przyrody...:)

Kocham zimę za cuda jakie wyczynia wokół. Każda pora roku jest wspaniała, jednak nie mogę się oprzeć wrażeniu, że zmrożone drzewa, witraże na szybach, diamenty na śniegu to czysta magia. A ponoć nie istnieje:) Święta są tuż za progiem i cieszę się jak dziecko, kiedy zaczyna się robić biało. Zawsze wtedy wracam wspomnieniami do czasów dzieciństwa, do czasów podstawówki, do czasów  w których człowiek był beztroski, nie martwił się pieniędzmi, jedzeniem, mieszkaniem-choć tak mało przecież mieliśmy. Pamiętam , że po szkole zimą były bitwy na śnieżki i nacieranie-teraz tez są, widzę jak wracam z przedszkola. I nie mogę powstrzymać uśmiechu, kiedy widzę jak dziewczyny się "bronią" przed nacieraniem, jak "uciekają". Ech, no prawda, pamiętam-jak Cię nie nacierali i nie polowali na Ciebie-to znaczy ze nie masz powodzenia:) Strasznie im tego zazdroszczę, to piękny czas, choć trudny dla rodzica. Ale nie o tym chciałam, o zimie chciałam , że  kocham, tak chyba zaczęłam:)  Wczoraj pojechaliśmy po choinkę, te z supermarketów nie powalają urodę za to cenami owszem. Chciałam choinkę naturalną, ale niestety szkoda mi drzewka potem, kiedyś nam się nie przyjęła jak ją posadziliśmy pod blokiem i teraz już się boję że znowu się zmarnuje. A nie mam kominka aby wykorzystać drewno z choinki ciętej. Więc jest sztuczna. Wspaniała, absolutnie mi się podoba i był w niej pająk! Ale już go nie ma:) w każdym bądź razie szukaliśmy choinki przy minus 13 stopniach a ja bez czapki, myślałam że mi włosy odpadną dosłownie, ale zapomniałam beretki bo "tylko do samochodu".Zwykle mam też komin, który mogę na głowę narzucić, ale przecież "tylko do samochodu":) Dobrze , ze moja ukochana kurtka ma taki kołnierz, że jak go odepnę to mogę się do czoła prawie zakryć. Potem jechaliśmy do mojej siostry,która mieszka w dzikiej krainie i tam się napatrzyłam na te zimowe cuda...Wiadomo, nie ma nic piękniejszego niż wielka ilość śniegu skrząca się w słońcu, ale te nocne zamrożone drzewa i krzaczki po prostu podbiły moje serce.Zdjęcia zrobiłam, jak już wyjeżdżaliśmy, po prostu nie mogłam się oprzeć, w sumie wyszło kilka w miarę, na których nie widać ze ręce się trzęsą .Kiedy przestałam władać palcami wróciłam do auta niepocieszona, ale będą jeszcze okazje. Na zdjęciach niestety nie widać tego co ja widziałam, wszystko wyglądało, jakby ktoś posypał to diamencikami. Gdzieniegdzie widać te diamentowe błyski:) Świeciły tylko reflektory samochodu, było magicznie. I powiem Wam, że nie znalazłam tej świątecznej magii na Florydzie, wiadomo-pięknie, ciepło, świątecznie, wesoło...ale nie było w tym magii naszej polskiej, śnieżnej, zimnej, bajkowej i wzniosłej takiej jakiejś. Taka magia nasza wyciska mi łzy z oczu. Zdjęcia z lasu nie są b&w, to nocne zdjęcia, nie poprawiane, prawda że cudownie wyglądało? Wiele pięknych rzeczy potrafi człowiek zrobić, nigdy jednak nie dorównany naturze, owszem, potrafimy ją zniszczyć, ale nigdy nie będziemy równie doskonali w tym co robimy.

Właściwie główną rolę w poście powinien grać kołnierzyk, ale jak widać  musiał przeczekać moje zimowo-mroźne ochy i achy:) To moje własne, personalnie osobiste dzieło i jestem z niego dumna. Ten kołnierzyk jest już u mojej chrześnicy,  bo zrobiłam go na prezent-ale będę też robić taki dla siebie. Niby można go nosić do wszystkiego, ale jak postanowiłam zrobić sobie w nim zdjęcie to miałam problem, więc w końcu wyciągnęłam stary sweterek z Orsaya, który uwielbiam i  z którego można naprawdę wiele zrobić. Na zdjęciu jest też torebka kupiona w sh za 3 zł, firma Kookai i jest bajeczna po prostu. Z drugiej strony brakuje kilku cekinów ale to nie problem, mam wszystko do uzupełnienia:)Jest taka vintage, bo łańcuszek i zapięcie się nie błyszczą tylko takie są spatynowane.Jak widać, na balkonie było zimno bo para z ust robiła za chmurki:) Tak pomyślałam  że nie ma wyjścia, skoro już jest okazja (raz na rok) i założę coś, czym chciałabym się pochwalić-będą to zdjecia z balkonu-bo w domu ani jasnego tła a ni dobrego światła w nadmiarze:)

Chciałam Was też zaprosić na blog mojej koleżanki z forum, jest absolutną mistrzynią w domowych wypiekach i absolutnie ją podziwiam za to. Mnie po prostu, chyba by się nie chciało, ale tez ja nie piekę. Może czas zacząć? Na święta coś upiec?Z dzieckami mymi?Byłaby pewnie zabawa:) Ale póki zapraszam  jest tam też link do bloga "cichy blog" tam chyba sa zdjecia z imprez jakie moja Koleżanka robi w domu dla dzieci-po prostu mistrzostwo!!!















czwartek, 29 listopada 2012

Wyróżnienia Wygrana Więcej czasu proszę:)

Rzeczywiście, przyznam, ze zaniemogłam czasowo. Myślę, ze wzięłam się na raz za zbyt wiele rzeczy i zbyt późno. Ale to pomysły do mnie późno przyszły, a ja niestety nie mogę się pomysłowi poświecić i zrealizować go na pniu. Wiec tak czasem biegam po mieszkaniu ,jak zwierzątko  w klatce i staram się jakoś przeżyć:) W międzyczasie dostałam wyróżnienia od kochanych Dziewczyn, które mają pomóc mi w zdobyciu popularności:) bardzo im dziękuje, choć oczywiście na moja popularność to nie wpłynie, ale chętnie odpowiem na quizowe pytania. Wygrałam też, nie wiem jakim cudem, bluzeczkę z baskinką, istne cudo, u Oli, coś niesamowitego, bo ja po prostu zostałam wylosowana! szok.I radość wielka:) Wcześniej dostałam też śliczną bransoletkę od ślicznej Paris, i też nie miałam jeszcze okazji jej z czymś połączyć.Czeka mnie dużo pracy, jeśli nie chcę abyście przestały mnie lubić i odwiedzać:)


Pytania od  inspirującej Grażynki

1.    Najważniejsze dla Ciebie  słowo?      Kocham
2.    Wolisz  śpiewać   czy tańczyć ?       tańczyć
3.    Twoja  fobia?       szybko poruszające się insekty, robale
4.    Czego nie znosisz?             być źle zrozumiana
5.    Miasto Twoich marzeń? Któreś na Florydzie chyba, może być Palm Beach:)
6.    Morze  czy  góry?             Morze.
7.    Szminka  czy błyszczyk?             Szminka (i błyszczyk też)
8.    Najmniej  potrzebna  rzecz jaką kupiłaś?                każda jest niezbędna przy zakupie:)
9.    Jaki styl ubierania lubisz najbardziej ? wygodny
10. Ulubiony wykonawca( zespół) ? wielu, naprawdę wielu, ale baaardzo mi przypada do gustu chill out
11. BMW czy Audi ? audi oczywiście.

Pytania od koktajlowej Bidibi
1. Miasto czy wieś?                          Miasto
2. Dom czy blok?                             Dom
3. Brokuły czy kalafior?                  Brokuły
4. Czerń czy biel?                             Biel
5. książka czy gazeta?                      Książka
6. Samochód czy rower?                  Rower (ale więcej mam okazji samochodowych:(:)
7. Czy wierzysz , że 21 grudnia nastąpi koniec świata????              Nie wiem
8. Jak spędziłabyś ostatni dzień swojego życia???                           Jak by wypadło, gdybym o tym nie wiedziała, a gdybym wiedziała-na pewno z rodziną
9. Twoje ulubione danie?             sałatka moja i pizza męża
10.Czego najbardziej nie lubisz robić?             ubierać małych dzieci zimą na spacer-zwłaszcza obu na raz:)
11.Co najbardziej kochasz robić?           czytać


Nie będę nikogo nominować, widzę, ze wszystkie moje koleżanki są już powyróżniane i to kilkakrotnie, więc naprawdę nie wiem. Dziewczynom bardzo dziękuje za pamięć, mimo mojej niewielkiej ostatnio aktywności i naprawdę małej popularności.  Pochwale się Wam w zamian za tę pamięć kotkami jakie uszyłam na prezenty, jeszcze muszę uszyć inne, dla moich smyków:) Proszę się nie śmiać, ja nazwałam je nawet Prawieżekoty:) Ale wiem, że sprawiają dzieciom radość ,bo kropkowane maja już właścicielki swoje:) Przyznam szczerze, że to najpiękniejsza recenzja-widzieć swoje dzieło w objęciach maluszka:)Zrobiłam też serduszka, na razie 2, ale mam zamiar więcej i w innych deseniach. 
Nie mogę się doczekać okazji pokazania też jedwabnej bluzki kupionej za jakieś 2 zł. w sh:)

Mój post strasznie jakiś rozjechany ale taki już ze mnie specjalista jest:)




piątek, 23 listopada 2012

Zawsze jest za co.

Święto Dziękczynienia. Nie nasze, lecz amerykańskie rzecz oczywista. Ale to bardzo fajne święto i uważam, że wbrew temu jak akurat jest, co mamy a czego nam brak, kogo mamy a kogo niestety nam brak, gdzie jesteśmy a gdzie nas nie ma na szczęście lub nieszczęście , wbrew temu wszystkiemu zawsze znajdzie się coś, za co można podziękować  Bogu, losowi , drugiemu człowiekowi lub nawet samemu sobie.

Można powiedzieć, ze co wieczór powinniśmy mieć takie chwile dziękczynienia, za dobry dzień, za czyiś uśmiech, za to , że gorączka spadła i za to, że wreszcie maluchy śpią i pyska nie drą nad głowami:) Wiem, że są tacy co mają te chwile, pamiętają-ja do nich nie należę. Ja  należę do jakiejś innej  grupy, która zdąży wieczorem powiedzieć "uff", zanim opadnie na kanapę z kieliszkiem wina i odpłynie w niebyt ...aż do czasu rozpaczliwego wołania "Mamusiuuuuuuuuuuuuu, siku, pić, przytul, cienie są straszne-czy to potwór?, coś sobie przypomniałem, moje łóżko nie jest igodne (mój mały tak mówi-igodny:))chcę u Ciebie spać" .

Dzięki Ci Boże i losie i inny człowieku też (sama sobie tego zrobiłam:)), że pobłogosławiłeś mnie dziećmi, bo niechybnie plamę na tej kanapie bym zrobiła, zasnąwszy z wina kieliszkiem w niebycie błogim.

Własnie na to święto rok temu wylądowaliśmy na Florydzie.Podróż jak podróż, długo by pisać, sami nie lecieliśmy tylko z dzieckami, ale w porównaniu z poprzednim lotem to podniebna rozkosz była wręcz. 

Cudowne to jest, wsiąść do samolotu szarą listopadową jesienią u nas, a wylądować w pełnym słońca Miami. Nigdy nie sądziłam, ze będzie mi to dane. Dziękuję za to.

Wszyscy się cieszą , ze jesteśmy, oddają nam swój pokój, dom, czas i wszystko jest tak, aby było nam najlepiej i jak najprzyjemniej.Dziękuje za to.

Tęsknię tam za domem, za świętami w śniegu, moimi świątecznymi pierdołkami, wigilią polską, barszczem i uszkami od Mamy. Mam za kim tęsknic i do kogo wrócić, aby się podzielić tym słonecznym światem. Oni tęsknią za mną, za nami i brak mnie w ich gronie.Dziękuję za to.

Wczorajsze  Święto Dziękczynienia przeżywałam u nas, oglądałam zdjecia, wspominałam, bardziej ode mnie podobał mi się indyk-jakiś taki bardziej skoczny, rumiany, a ja jakaś taka, o stół się opierałam aby nie spaść, oczy ledwo otwarte-dosłownie do połowy, włosy jak nie moje. Będę teraz  myśleć przez 1,5 miesiąca  najpierw ze tam byłam-rok temu  w tym dniu robiłam to, a w tym dniu, tamto, a w tym się pakowaliśmy już do domu, a tu byliśmy już w domu.Taka jestem, zawsze tak mam:)

Uwielbiam amerykańskie bożonarodzeniowe ,świąteczne szaleństwo, tę radość, wystawy, muzykę, oczekiwanie, prezenty, kiermasze, parady i wszystko, wszystko!!!!Ja w ogóle kocham ten czas, także u nas, dla mnie nie jest za wcześnie na ozdoby, wystroje czy świąteczne piosenki, ten czas jest taki cudowny, po co go skracać? Mam całą masę zdjęć , którymi chciałabym się pochwalić, mam nadzieję ze znajdę czas.
Już to pisałam , ale powtórzę , kocham tam zakupyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyy!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Dzisiaj kolejny Czarny Piątek a mnie tam nie ma.....cholera:(


Pytanie takie mam-czy u mnie się źle czyta? Czy czcionka jest za mała np?


drzemeczka


rozrywka


kamera na ogonie Airbusa


Floryda pod chmurkami już jest tuż, tuż


wolni hurra, można biegać i szaleć


induś


pierwszy wypad czyli w Black Friday w Macy's


szczęśliwy białas pierwszy raz na plaży po przylocie


mewka





a tu takie szkła powiększające  są robale, materie różne i znaczek z któregoś tam zjazdu PZPR-no i czyż to nie wspaniałe?


fauna


inspektor Gadget-uwielbiam to zdjęcie:), tak przy okazji-post miał być wcześniej niż prawie o 24, ale niestety byliśmy z inspektorem Gadget'em na pogotowiu wyciągnąć jarzębinę z nosa. To już wiecie skąd u mnie nadmiar czasu jest.



środa, 14 listopada 2012

Byłam, widziałam, nie bardzo chciałam...

... naprawdę. Bilety na STOMP to prezent był. W sumie fajnie, ucieszyłam się na począteczku, że z domu człowiek wyjdzie, że kto inny podjął decyzję, tylko trochę niepewności w duchu, bo nawet nie wiedziałam ze nazwa zespołu jest nazwą zespołu. Im bliżej terminu, tym większy stresik, bo trzeba z domu wyjść, bo posiedzieć ze słonecznikiem nie będzie można, bo dzieci zostawiamy. Bo ..., bo...., bo.... Pojechaliśmy, adrenalinkę troszkę mi podniósł widok wielkich tirów zespołu, i ludzi spieszących do miejsca koncertu. Taka atmosfera ma coś w sobie podniecającego, nie ważne na co człowiek idzie-i tak czuje się emocje. No i nie da się ukryć, musiałam się ubrać jakoś. Trochę przyjemne, trochę nie, bo mi się nie chciało. Ale wypatrzyłam sukienkę, kupioną w Jusa i nie noszona wcale, miałam zamiar do niej doszyć coś na dół, koronkę, len beżowy jakiś, coś w kolorach ziemi dołożyć, ale zniknęła sukienka w przepastnej szafie i zapomniałam. A do kozaków jak znalazł:) A skoro już byłam "wybrana" to i kilka zdjęć jest, żeby nie było że już nic nie robię  w tym temacie. I jakoś tak nawet przyjemnie było mi, że nie po domowemu jestem, przypomniałam sobie ile czerpałam z tego przyjemności latem, bo była i energia, i opalenizna i taka wielka przyjemność jakaś w wybieraniu tego co na siebie włożę. Teraz to aż szkoda pisać, byle coś pod kurtkę czy płaszcz do przedszkola, i tyle.Więc miła odmiana. A sam koncert...hmm...bardzo mnie zaskoczył. Bawiliśmy się wyśmienicie, oko mi spłynęło od łez ze śmiechu, zespół nie dość że fajnie daje po wszystkim dosłownie, to przede wszystkim bawi do łez. Ale trzeba przyznać, że moje dzieci mogłyby ich jeszcze wiele nauczyć:)Starałam się poszukać coś w necie, kawałki najfajniejsze, ale niestety nie udało mi się. A byli tacy fajni, tacy śmieszni, nie da się tego tak po prostu przekazać:(Bardzo się cieszę, że dostaliśmy te bilety,i teraz wiem, ze warto  zaufać cudzym wyborom:)







wtorek, 30 października 2012

But, jaki jest-każdy widzi...

Są osoby, które patrzą od razu na buty, nie na buzię, nie w oczy ale na buty własnie:) Bo to niesamowicie ważna rzecz,  podstawa, na której cała nasza sylwetka albo zyskuje albo traci. Tak sadzę. Nie należę, do osób, które patrzą od razu na buty, ale w końcu zawsze do nich dotrę:) Wydaje mi się, że nieodpowiednimi butami potrafimy zepsuć całą pracę włożona w to, co powyżej. Dotyczy to zwłaszcza osób, które nie należą do szczupaków, mnie to dotyczy na przykład. Nie umiem na siebie patrzeć, kiedy mam na sobie złe buty, ponieważ wyglądam groteskowo.I nie mam tu na myśli tego czy są skórzane, czy z eko, raczej mam na myśli obcas nieodpowiedni lub podeszwę i kształt. Uważam, że osoby o większej sylwetce nie powinny nosić cieniutkich szpileczek ze zwężanymi noskami, obcisłych kozaków nie dopinających się na łydce i takich tam cudów. To naprawdę źle wygląda, większa sylwetka potrzebuje większego buta, żeby jakoś proporcje zachować, źle mi się patrzy kiedy widzę puszystą osobę, która idzie i kolebie się na cieniutkim obcasiku, zwłaszcza że często jest on wykrzywiony.Zwłaszcza, że wiem o ile lepiej ta osoba wyglądałaby w buciku na słupku np. Nie będę się tutaj mądrzyć strasznie czy pisać innym jak powinni się nosić.Jak zwykle tylko na swoim przykładzie, pokażę co sądzę:) Jakoś nas zima zaskoczyła znienacka i trzeba było wyciągnąć kozaki. Super sprawa jak dla mnie, bo akurat mam nowe, kupione w zeszłym sezonie już na sam koniec.Z ich zakupu jestem bardzo zadowolona, bo szukałam kozaków naprawdę długo, a 80% z nich nie dopina mi się na łydce, 50% strasznie obciska w kostce, pytam się więc dla kogo te buty są szyte? Przecież moje nogi nie są strasznie duże, łydki nie są bardzo grube a kostki jednak szczuplejsze niż kolana-skąd więc problem?Może producenci uważają, ze śliczne kozaczki, zgrabne kozaczki mogą nosić tylko szczupłe osoby?Nie wiem, naprawdę, ale to denerwujące. Moje kozaki są takie jakie sobie wymarzyłam, rude, na obcasie ale niewielkim, wysokie i szerokie na tyle, że wejdzie tam nogawka. Znalazłam je w chwili, kiedy już ciągnęłam męża za rękaw aby wracać do domu, na zakupach byliśmy już długo, obeszliśmy chyba z 15 sklepów(serio-najpierw hipermarket a potem fashion house) i miałam dość. Byłam sfrustrowana i zniechęcona.Dzieci za pół godziny powinny iść spać a my nadal w sklepie, dla mnie to wielki stres.Ale weszłam dla świętego spokoju a one tam były! Stały sobie w swojej rudości cudnej, rozmiar ok, cena do wzięcia a jeszcze drugie buty do tego za 9 zł:) Cudownie! Choćbym nie chciała, wierzę, ze coś nami jednak kieruje, miałam tak z poznaniem męża swego, ze sprzedażą mieszkania, z zakupem nowego.Dużo by pisać:) W każdym bądź razie, wracając do tematu, moim zdaniem buty mnie wyszczuplają. Nie tak dosłownie, jednak ich fason sprawia  że moja góra wydaje się być mniejsza. Gdybym miała na nogach kozaczki na cienkim obcasiku z wąskim noskiem-to czułabym się źle. Ale dobrze bym wyglądała też w kozaku na słupku wysokim, z normalnym, nie zwężanym przodem. Zazdroszczę posiadaczkom szczupłych łydek, nawet nie wiedza chyba jak wiele przeszkód ich nie dotyczy:) Zdjęcia w plenerze-wreszcie wyszłam z domu-hurra!! Kurteczka w kolorze butelkowej zieleni, męska ale za 19 zł z Auchan.Jest w sumie taka jak te w sieciówkach, ale znacznie tańsza. Chciałabym tez zwrócić uwagę na sówkę, o której wspominałam w poprzednim poście  Dostałam ją od sympatycznej Kasi, w dodatku z urodzinowymi życzeniami:) Sówka jest cudowna i mam nadzieję, będzie przynosić mi szczęście:) Fryzura mi nie do końca odpowiada, ale wyjście było na szybko i tyla. Bardzo Wam zazdroszczę  tego, ile potraficie ślicznych zestawów pokazać i jak często. Zazdroszczę, też z tego powodu, że ja pokazując cokolwiek-czuje po prostu głupio. Ale to cała ja, naprawdę.Wychodzę z założenia, że skoro ja się źle czuję w jakiejś roli, to znaczy że nie jestem do tego stworzona, nie przeszkadza mi to jednak zadręczać się tym , że też bym chciała:)










piątek, 26 października 2012

Wyróżnienia:)

Dziękuję za życzenia wszystkim:) To bardzo miłe. Dzieciaki już lepiej, choć młodszy nadal cierpiący, ale udaje mi się już coś przemycić do jedzenia i namówić do picia.Co za syf ten wirus, mówię Wam, cała malutka buzia w środku w takich rankach:( Przez 3 dni zjadł tyle co czasem na śniadanie , więcej wypił ale też malutko. 
A teraz coś, czego nie zrobiłam wcześniej. Mianowicie dostałam wyróżnienia od dwóch Kochanych Dziewczyn, za co bardzo im dziękuję:) Zabawa zabawą, ale jak już wspomniałam przy innej okazji, najmilsze jest to, ze ktoś o nas myśli:)Wyróżnienie dostałam od niesamowitej Ani, która częstuje nas pięknymi zdjęciami siebie i miejsca w którym mieszka, a także kawałkiem świata zupełnie innego niż nasz oraz od równie niesamowitej Agnieszki, nazywanej przeze mnie Fioletową Agnieszką, której mądre posty trafiają w samo serce, a ona na dodatek okrasza je interesującymi zdjęciami oraz własnym wizerunkiem w fajnych ciuszkach:) Teraz powinnam napisać 7 rzeczy o sobie, ale nawet  nie wiem co .Jednak przekażę wyróżnienie osobom, które wg mnie zasługują a jeszcze ich nie znałam, lub nie doceniałam przy poprzednim wyróżnieniu:)
1.Ania-do której uśmiechnął się Richard Gere, i która lata z aparatem po ulicy i robi ludziom zdjecia-że jeszcze jej nie złapali to cud:)Albo szybko biega:)Druga wspaniała rzecz, jaką robi Ania to filcowe cuda do ubrania-sama bym chciała takie mieć.
2. Kasia-która dziubie śliczne małe uprzyjemniacze czasu, oraz szyje piękne ubrania dla siebie.Wygrałam u niej słodką sówkę, i już nie mogę się doczekać aby ja zaprezentować, ale to musi być specjalna prezentacja,  więc czeka na swój czas:)
3. Ania znów-za skromność i podskoki w deszczu:)I za dzielenie się holenderskim życiem:)Za coś ujmującego, czego nie da się określić tak ot.
4. Angua-za styl, który mi się bardzo podoba, a który gdzieś kiedyś po drodze zgubiłam i nie umiem go odnaleźć i za niesamowite, piękne zdjecia przyrody, tak piękne ze aż chce mi się biegać po lesie, który pokazuje:)
Jeśli macie ochotę-wklejcie sobie ten miły znaczek:) Jeśli macie ochotę-napiszcie coś o sobie. Jeśli macie ochotę-przekażcie je komuś:)
Pozdrawiam, wracam do małych urwipołciów:)




niedziela, 21 października 2012

Sieciowy ekshibicjonizm

Z różnych powodów ludzie zakładają sobie blogi. Kiedyś pisało się pamiętniki, skryte przed światem,  przed Przyjacielem, przed najbliższą osobą. To były nasze myśli, do których nikt nie miał dostępu. Tylko my.
O jednych rzeczach plotkowało się z Przyjaciółkami a inne zachowywało się dla siebie. Reserved. Teraz zakładamy blogi, w których dzielimy się prawie wszystkim.Tak się jakoś porobiło. Sama często zastanawiałam się nad tym dlaczego mam bloga? po co mi on? co mi daje? czy nie zrezygnować lepiej z jego prowadzenia? Bliska byłam rezygnacji już wiele razy, bo różne mną miotają uczucia. Zwłaszcza, że czasem po prostu czasu brak a wyrzuty sumienia mam, bo moje małe grono Koleżanek po prostu czeka na to co ja napiszę, tak jak ja z niecierpliwością czekam na to co one napiszą i pokażą:) Po takim zastanawianiu się nad tym "dlaczego?"-doszłam do wniosku, ze zastępuje mi to w jakimś stopniu spotkania z Przyjaciółkami. Rozmowy o tym co sobie kupiłyśmy, co zrobiłyśmy, co myślimy. Kiedyś, jak to mówią starsi "za panny", z moją Przyjaciółką rozmawiałyśmy o wszystkim i bardzo często, każda z nas była sama, chodziłyśmy 3 x w tygodniu na fitness, razem na zakupy, w weekend do klubu, przychodziłyśmy do siebie, jeździłyśmy razem na wakacje. A potem pojawił się mój wymarzony i ja nie miałam już tyle czasu. Starałam się wszystko pogodzić, ale nie da się utrzymać bliskich i częstych kontaktów ze wszystkimi. Kiedy zamieszkałam z przyszłym mężem, to już w ogóle się urwało. Teraz nasze spotkania są najczęściej raz w miesiącu  a i to optymistycznie. Każda ma własne życie, ja mam małe dzieci i to już nie jest to samo. Nie ma z kim pogadać, o tym co się podoba, co sobie kupiłyśmy, co wynalazłam w sh (z nas 3 tylko ja tam kupuję:)), nie ma na to czasu. Zwłaszcza, ze przysłuchując się rozmowom nie tylko naszym, zauważyłam, że tak naprawdę nigdy człowiek nie może się wypowiedzieć do końca, ponieważ zawsze ktoś, kto jak najszybciej chce coś wtrącić, przerywa nam. Tak jest, ja tez tak mam, trudno mi czasem wytrzymać, kiedy jestem przekonana, że własnie w tym momencie muszę TO powiedzieć, bo potem straci sens. No więc, nie wyobrażam sobie, abym miała czas powiedzieć na naszych rzadkich spotkaniach wszystko to co bym chciała.No i , jak już kiedyś wspominałam, wolę pisać niż rozmawiać, zawsze wolałam, to się wydaje teraz  zabawne, ale moja nieśmiałość sprawiała, ze nie umiałam rozmawiać przez telefon, ba, nie umiałam załatwić wielu spraw wymagających rozmowy. Tyle o moich powodach(chyba). Tu na blogu, mogę sobie napisać co bym chciała, , i kto chce to przeczyta, a kto nie chce nie musi. Kiedyś dzieliłyśmy się nowościami we własnej szafie z Przyjaciółkami, teraz nie ma czasu na to. A kobieta potrzebuje:)Dlatego tez powstają blogi modowe sadzę, Dziewczyny pokazują, co sobie kupiły, z czym to zestawiają, jak w tym wyglądają, czy dobrze czy niedobrze leży. A więc mamy blogi modowe, są też takie gdzie ludzie nie zrozumiani gdzie indziej wyrzucają jad, który się w nich zbiera, wściekłość na świat cały, na rząd, na czasy, na ludzi. W porządku, mają potrzebę to wszystko powiedzieć, tak jak dziewczyny mają potrzebę pokazać nowe ciuchy. Po to są blogi, ale czy blogerki modowe piszą elaboraty na temat innych blogów ubliżając im?Nie. A ile powstało już postów na tych innych blogach, na temat modowych blogerek własnie? Mnóstwo, i nie spotkałam się z żadnym pozytywnym.A to przecież taki sam sieciowy ekshibicjonizm . Jedni pokazują co noszą(nie tylko Panie), drudzy pokazują co czytają, następni pokazują co szyją, tworzą, jak mieszkają, gdzie podróżują, jak wychowują dzieci, co pięknego zobaczyli na spacerze. I mnie się to bardzo podoba, że jest takie miejsce, gdzie można się tym podzielić. Bo czy nie jest tak, że jak się czymś zachwycimy to chcemy to pokazać całemu światu?Bo ja lubię oglądać fajne ubrania, lubię czytać co ktoś ma ciekawego do powiedzenia, uwielbiam oglądać wnętrza oraz to co ktoś potrafi wyczarować z kilku kawałków materiału. Staram w miarę możliwości i czasu, obejrzeć wszystko co chcę, i napisać komentarz, choć czasem mam problem, widzę kogoś i myślę "jak ona ślicznie w tym wygląda!", ale nie mogę tego napisać, bo ona nie chce abym tak napisała, bo myśli , że napiszę tak tylko po to aby zostawić odnośnik do własnego bloga. A to nieprawda. Nie zawsze potrzeba wielkiego słowa, aby wyrazić swój zachwyt.
Wracając do sieciowego ekshibicjonizmu, wydaje mi się że internet, to miejsce do pochwalenia się swoja pasją. To spełnienie wewnętrznej potrzeby pokazania światu tego, z czego jesteśmy dumni i zadowoleni, co potrafimy i co myślimy. Pisarz pisze książki, żeby je wydać i cieszy kiedy ludziom się podoba. Malarz maluje, i jest szczęśliwy, kiedy uda mu się zrobić wystawę na która przyjdzie dużo ludzi.To samo z fotografami, rzeźbiarzami.Wszyscy, którzy robią coś co lubią, starają się tym podzielić z innymi ludźmi, a teraz jest możliwość robienia tego bez nakładu kosztów, w sieci. I wydaje mi się, ze jeśli ktoś bierze za to pieniądze, jego pasja nie staje się przez to mniej ważna. A niestety, mam wrażenie, że w Polsce skrzypek ma    talent i wdzięczność tłumu, dopóki pozostaje na ulicy i zbiera do futerału.Jak go ktoś, nie daj Boże, wyniesie na salony to w wielu polskich sercach, nie ma tam już dla niego miejsca, bo on ROBI pieniądze.Ale to temat rzeka i nie czas o tym pisać.
Pytanie, jakąż to ja mam pasję, którą tak strasznie chcę się w sieci podzielić pozostanie raczej bez odpowiedzi. Bo ja nie mam żadnej pasji i mam ich wiele. Wszystko na raz:)I lubię pisać. Kiedyś mi się marzyło pisanie artykułów do gazet takich lifestyle'owych, ale jakoś nigdy nic z tego nie wyszło.No wiec tu sobie pisze teraz. To taki mój osobisty sieciowy ekshibicjonizm:)


a tu proszę, dzielnica w rozbiórce, strach chodzić w biały dzień, ale futro ktoś wyrzucił:) Bardzo mi się spodobało, bo to niezły kontrast.Chciałam zrobić zdjęcie z przodu ale ilość nawozu na trawniku mnie zniechęciła.

a tu fajna koszulka, była naprawdę ślicznie uszyta:)


wtorek, 16 października 2012

Karty Vipowskie, Członkowskie i Newslettery

Niestety nie wiem dlaczego, ale zupełnie nie miałam weny ostatnio.Jak pisałam poprzednie posty, następne już kłębiły się w mojej głowie i musiałam  się wstrzymywać, żeby nie pisać posta dzień po dniu bo wydawało mi się to za często.Teraz, jak mam już dosyć długą przerwę-w głowie pustka. Jesień? Chandra? Brak chęci? Nieee, chęci są na pewno, tylko jakoś głowa nie ta. Może dlatego, że jak świstak siedzę i zawijam chrupki w sreberka?A właściwie w jedno sreberko, serio, mój Ma wymyślił sobie, że je cukierki(jedząc chrupki), znalazł sreberko i każdego zjadanego chrupka, najpierw przynosi do mnie, ja zawijam go w to sreberko, potem on biegnie krzycząc" oooo, ale piękny cukierek!", siada na kanapie, rozwija i zjada. I tak w kółko aż do końca chrupek w miseczce.Rozwijające:)Na razie jest spokój więc ja siedzę i piszę.Siedzę i staram się przezwyciężyć wszechogarniającego mnie lenia oraz nagłe porywy każące mi zacząć coś i oczywiście nie skończyć.A piszę o różnych bonusach w postaci kart ze sklepów, zapisach do newsletterów i kartach vipowskich. Często się bronimy przed zalewem maili tej treści, kasujemy wiadomości zanim zostaną przeczytane, albo też z góry są one przekazywane do kosza ze spamem. Odmawiamy też miłym ekspedientkom w sklepach, kiedy przy zakupie pożądanego ciucha, wciskają nam do rąk formularz zgłoszeniowy.Ja kiedyś też tak robiłam, nie mam do wydania góry pieniędzy i sądziłam, że takie akcje nie są dla mnie.W sumie niepotrzebnie rezygnowałam, okazuje się bowiem, ze wcale nie trzeba mieć góry pieniędzy ,aby móc sobie kupić jakiś modny ciuszek w dobrej cenie.Wszystkim znana jest na pewno karta Orsay. Zbiera się na niej punkty, fakt, tylko raz dostałam bon za punkty i to tylko dlatego, ze z okazji urodzin kupiłam sobie futerko w pełnej cenie-jak nigdy.Ale poza zbieraniem punktów, dostaje się bon na urodziny, raz w roku ale lepiej raz niż wcale prawda? Są też rabaty %, całkiem fajne bo 30%, ale do wykorzystania tylko przy nowych kolekcjach, więc nie dla mnie, ja jestem łowcą okazji:) Jestem zapisana też do Cache-Cache, do Mohito, Cubusa i do Takko Fashion.Ta ostatnia marka ma najwięcej do zaoferowania, bo kilka razy w roku mają rabaty do wykorzystania, i w dodatku łączą się one ze sobą, czyli aktualny rabat jest do wykorzystania również na już przecenione kolekcje. Także oferta prospektowa jest bardzo atrakcyjna, bo zwykle rzeczy w niej są o ok.50% tańsze, niż w potem w regularnej sprzedaży. Często korzystam z ich propozycji, jeśli nie dla siebie to przynajmniej dla męża czy dzieci.Bo nic nie irytuje mnie bardziej, niż wielka cena pary malutkich portek, które w dodatku zaraz zrobią się za małe.Różnego rodzaju newslettery również oferują nam  wiele akcji, choćby konkursowych. Nigdy nie wygrałam wielkich rzeczy- niby wszystko przede mną, choć osobiście nie wierzę- ale małe rzeczy owszem,zestaw szamponów, zestaw kosmetyków, zawsze to mniej kasy do wydania na te akurat artykuły, które , jak dobrze wiemy, kiedy się kończą to wszystkie na raz:) W razie czego, do zbierania punktów można tez namówić rodzinę, będą nam nabijać nasze karty nawet jednorazowymi zakupami.
Jako bonusik ja w niebieskościach-całkiem niedawno jak jeszcze cieplutko było. Sweterek uwielbiam, wyglądam w nim gorzej niż Anja Rubik , ale to mi nie przeszkadza:)Do tego perełka z sh-kto nie kochał się w Shakin'ie Stevens'sie ręka w górę? Ups, to nie było dobre pytanie-większość z Was pewnie nawet nie wie kto to taki.Ale ja wiem, i baaardzo go uwielbiałam, zresztą do teraz jak słyszę go gdzieś to tak mi się rzewnie jakoś robi:)







poniedziałek, 8 października 2012

Firmoo Sunglasses In The Rain

Firmoo kolorowe każda z nas ma, mam i ja:) I owszem dostałam, ale nie żeby ktoś się do mnie zgłosił, za psincowa ja na to, ja sama się do nich zwróciłam i widać spodobał im się blog skoro postanowili ze też będę je miała. A co tam:)Osobiście pewnie bym nie poszła bo bym się wstydziła. Kontakt jest bardzo miły, bardzo szybki i ten podpis- Best wishes,Antonio :):):)A okulary są doskonałe, martwiłam się bo ja w sumie w niewielu okularach wyglądam dobrze, muszę mieć zakryte brwi, okulary nie mogą być za duże bo mam małą buzię(choć teraz ciut się zaokrągliwszy razem z resztą ciała) , no jednym słowem-trudne zadanie.Więc czekałam pełna obaw a one są doskonałe, nie tylko z wyglądu i wykonania, one są doskonałe do mojej buzi, świetnie siedzą na nosie(mam mały nos i okulary często mi się zsuwają), i świetnie trzymają się na głowie, nie zjeżdżają mi. No i cale są cudowne, kolor, połysk, szkiełka-oczywiście 2 etui-twarde i miękkie oraz zestaw naprawczy.Można sobie takie okulary zamówić na tej oto stronie http://www.firmoo.com/ i dla tych co kupują po raz pierwszy-okulary są za darmo, płaci się tylko za wysyłkę-http://www.firmoo.com/free-glasses.html, ale dla posiadaczy bloga są całkiem za darmo,i okulary i przesyłka.Trzeba tylko w zamian się w nich obfocić i pokazać co jest tylko przyjemnością, gdyż są one (te moje) wspaniałe. No i kolor taki mi akurat przypasował. Podoba mi się przygotowanie do zakupu tam, sa wymiary różne i parametry i można je naprawdę dobrze dobrać, a także przede wszystkim do każdego modelu można zobaczyć zdjecia blogerek w nich-dzięki temu widziałam ze moje nie są takie ogromne i nie będą za duże dla mnie.Czas mnie nie rozpieszczał i dopiero wczoraj mogłam zrobić zdjecia, nie chciałam zdjęć w domu, więc są bardzo nietypowe-na deszczu:)dziecka w aucie siedziały a mąż pstrykał-czułam się jak wariatka, w sklepie ludzie się patrzyli, na parkingu też, ja chciałam szybkie zdjęcie a mąż się zapalił do pomysłu i pstrykał.Straszne zamieszanie bo w sklepie dzieci biegały, nikt ich nie widział, ja z goglami na oczach ,mąż przy aparacie-a wokół same przyjemności- kryształowe lampy, kabelki, pracujący wentylator do którego można tak wiele rzeczy włożyć-no żyć nie umierać, mówię Wam:)Ale się udało i w sumie zdjecia mi się podobają. No i mogłam się ubrać lepiej niż zwykle na zakupy-bo w sumie musieliśmy jechać na zakupy, bo goście przychodzili.I wypróbowałam przy okazji  nowe buty z sh, na 6 cm obcasiku po którym bolały mnie nogi-rasowa więc ze mnie Kobieta:)A teraz mnóstwo zdjęć i każde w okularach Firmoo- będą chyba moimi ulubionymi:) Nie mogę się doczekać większej ilości czasu aby pozaglądać do moich koleżanek-ale najpierw muszę uszyć zabawkę dla dzidzi na Florydę...



łapanie deszczu


no i już, jest deszczyk 


w stanie spoczynku:)


z aparatu w źrenicy:)


fototapeta raz


fototapeta dwa


ajć, takie piękne te lampy


taxi-fototapeta trzy



ta mi się spodobała mocno:)


a tu ja ale minę mam jak zadzior spod budki z piwem


piątek, 5 października 2012

Miami Beach South Beach

Właściwie samo Miami Beach i dzielnicę Art Deco zwiedziłam tylko z auta, czas nie pozwolił na więcej. Przyjechaliśmy do Seaquarium w Miami a przy okazji podjechaliśmy sobie na South Beach. Byłam z tego powodu bardzo szczęśliwa bo jakżeby inaczej? Przecież spacerowałam po plaży na której kręcono mnóstwo filmów i która jest najbardziej znaną plażą USA i nie tylko! Niestety nie zakosztowałam nocnego życia nawet w przelocie gdyż dzięcięcie me w domu czekało z utęsknieniem.Noc przed wycieczką oczywiście wyobrażałam sobie kogo to ja tam nie spotkam, ale nie spotkałam nikogo-taki los:)Musiało mi wystarczyć spacerowanie Ocean Drive i sama plaża.Plaża twarda jak droga, nie dziwie się ze tak auta po niej śmigają, a piasek bialutki, delikatny i dosłownie jak puder osadza się na nogach. Ale czuć Amerykę:)Do teraz pamiętam to uczucie, ze oto ja sobie chodzę po plaży jaką do tej pory oglądałam tylko w telewizji-to naprawdę coś niesamowitego i trudno to przekazać tak ubierając w słowa.Ocean Drive to po prostu film:)Dla mnie. Idę sobie , a tu przy mnie stoi samochód-ale jaki!No właśnie..he,he...nie wiem jaki:)Płaski, sportowy, mega wypasiony, czarny i błyszczący a w środku czarnoskórzy, obwieszeni złotymi łańcuchami faceci, muzyka na full, oczywiście odpowiednia-jeny, kompletny odlot. Restauracje i knajpki cudo, jedna obok drugiej, my skorzystaliśmy tylko z tej na zdjęciu, szczerze mówiąc, zrobiłam za mało zdjęć, mogłam zrobić więcej fotek ludziom którzy tam byli. Dużo więcej bo było co fotografować, ale człowiek traci głowę czasem kiedy spełniają się marzenia:)Ja w dodatku strasznie się przejmuję, że ktoś pomyśli-co ja mu zdjęcie pstrykam tak?Chciałam tych w aucie pstryknąć ale odwagi mi zabrakło:(Wzdłuż ulicy, ale już na terenie plaży masa sesji zdjęciowych w trakcie, oczywiście nie zrobiłam zdjęcia bo się krępowałam-ale obiecałam sobie że będę to nadrabiać następnym razem, na szczęście nie jest to niemożliwe a wręcz prawdopodobne.Na pamiątkę zakupiłam sobie ogromny plażowy ręcznik z napisem Ocean Drive Miami Beach South Beach więc pamiątka jest.Nie będę oszukiwać, ze kiedyś z lekka kpiąc, nazywałam amerykańszczyzną to co amerykańskie, uśmiechy, styl życia, ekscytacje wszystkim i różne inne rzeczy. Teraz mnie to zachwyca, i wcale się nie wstydzę przyznać do błędu.Ameryka mnie zachwyciła i bardzo mi odpowiada ta amerykańszczyzna:) Jakże nam daleko do tego ich optymizmu, uśmiechów własnie, podejścia do życia.Lecz wiadomo, co kraj to obyczaj, co ludzie to inna natura. Odzienie me skromne ale nie miało ono grać żadnej roli, właściwie wcale nie myślałam żeby wypaść jak najlepiej . Myślałam tylko o tym, ze tam będę:)



Buick:)




u Johnnego:)



  south beach z jednej strony

south beach z drugiej strony:)



 tej budki akurat nie widziałam ale plaża długaśna a my nie sami byliśmy i troszkę nas to ograniczało.To zdjecie z netu.


opryskana wodą przez delfiny, szkoda ze nie mam zdjecia po występie orki:)


zdjęcie dla synusia było zrobione







sobota, 29 września 2012

Sensy bezSensy i nabierająca Torebka

Brzmi tajemniczo, wiem, ale dla mnie wszystko jest zrozumiałe. Chodzi o to ze jakoś mnie meczą ostatnio własnie sensy i bezSensy różnych moich działań, decyzji czy choćby przemyśleń. Z tego powodu nawet ,zamiast szukac sensu w bezSensie i udowadniać bezSens sensu, zajęłam się troszkę domkiem naszym.mam zamiar puścić w ruch maszynę i wzorem (niedoścignionym) innych dziewczyn, sama sobie poszyć różne atrakcje, jak się uda to pokażę.Chęci i pomysły mam, gorzej, jak zwykle z wykonaniem:)Ten post raczej nie będzie długi, mam wrażenie pustki w głowie i świadomość tego ze jednak nic ciekawego nie mam do powiedzenia. Potrzebuje troszkę ciszy aby pozbierać się do kupki, jednak nie będzie mi to dane na razie. Jesteśmy z Mi na etapie Mamusiowania, nie mogę wyjść do sklepu bo on płacze i martwi się, ze nie wrócę, to ja muszę włączyć bajki, nalać picie, wszystko Mamuś i Mamuś. słodkie, ale jakby ciut męczace.Była u nas ostatnio impreza zakupowa z Patrycją Kazadi i Ewą Szabatin, był tez chyba jakiś pokaz mojej ulubionej Vero Mody, ale maż tak prosił żebym nie wychodziła, żebym sobie poszła jak Ptysie pójdą spać, że nie mogłam zrobić inaczej-taki teraz czas że ze wszystkiego zawsze wybiorę to co dotyczy dzieci. Jestem czasem tym zmęczona, tym ciągłym hałasem, bałaganem, ale potem jak na nich popatrzę jak leża i się ściskają to aż płaczę jak wariatka. I na pewno nie zostawiłabym żadnego na lotnisku, serce by mi pękło chyba.I jak to napisałam Iwonce-każdy najbardziej wymiętoszony kwiatek z łąki, zerwany przy samej główce i trzymany w garści-wart jest dla mnie więcej niż najpiękniejszy bukiet z kwiaciarni:) I tylko czasem tak ,ciszy człowiek we własnym domu bezskutecznie poszukuje:)Imprezę obejrzałam sobie na innych blogach, bo jak poszłam koło 22 to już nic się nie działo. Niemniej jednak dostałam banknot i wydałam go z radością:)Nic specjalnego, dwie proste bluzki i beret w kolorze fuksji.Ach, no i bluzka w kolorze fuksji, letnia z przeceny.Zwykłe bluzki które lubię, bawełna podkoszulkowa  guziczki pod szyją, taki styl amerykański, jak byłam "młodziutka" bardzo chciałam takich bluzek w stylu męskiego podkoszulka z długim rękawem:)Jedna z tych bluzek jest zresztą pod marynarka na zdjęciu. A własnie, marynarkę kupiłam w lutym a dopiero teraz ubrałam, aż mi szkoda bo jest bardzo ładna, jest taka prążkowana choć na zdjęciu nie widać, jakoś wydawało mi się ze nigdy nie było okazji na marynarkę a teraz uważam, że powinnam ją nosić kiedy mam ochotę a nie kiedy pasuje.Przecież tak własnie uważam, a zrobiłam zupełnie na odwrót. Torebka zakupiona w Takko, na naklejkę-szczegóły poniżej.Wahałam się pomiędzy brązem a czernią ale kupiłam jednak czarną, i jest to tzw. Torebka Nabierająca:)Nazywam tak rzeczy które z czasem, podobają mi się coraz bardziej i bardziej , nabierają wartości w moich oczach:) Są rzeczy którymi się zachwycę a potem zwracam, i są tez rzeczy , które kupię nie do końca pewna a potem moja miłość do nich nabiera kolorów.A tam po sklepie chodziłam długo i bardzo się starałam wykorzystać te zniżki, ale jeśli coś mi się podobało to i tak, nawet z bonem , było za drogie, no więc wybór padł na torebkę, bo ona mi się widziała już w prospekcie.Mam tez komin z Cubusa, który kupiłam jak Ola napisała o smsowej promocji, taki sam kolor wybrałam bo w sumie nie było innego ciekawego.Ola-dzięki za info:)Bardzo dobrze się w nim czuję:)Miało być krótko a jest długo i jakoś nieskładnie. Przepraszam...:)

ogólnie jakoś dziwnie na tym zdjęciu ale coś mi się w nim widzi:)



3 warstwy w tym samym kolorze-top(Vero moda), bluzka (bershka) i marynarka(H&M)



mój pięciolatek zrobił, musiałam zamieścić:)









kot w kąpieli słonecznej

włoski mojego Mi-no czyż nie śliczne? I dlaczego ja takich nie mam?


słoneczko wczoraj zachodzące


takko Fashion-znacie? Trzeba się zapisać jako VIP i dostaje się co jakiś czas takie naklejki.W necie można znaleźć stronkę.To bardzo fajne dlatego ze zniżki obejmują też przecenione już rzeczy, a nie jak w innych sklepach-tylko nowe które nie łącza się z innymi rabatami.


moje 3 świeczki widziane przez pryzmat pustego już kufelka pifkowego:)